Od Piastów do Collonów

W połowie trasy kolejowej Tarnowskie Góry - Opole, w malowniczej okolicy nad lewym brzegiem Małej Panwi leży wieś Żędowice. Podmokły teren, poprzecinany drobnymi strumieniami opada łagodnie w kierunku rzeki. Z południa, zachodu i północnego wschodu otaczają wioskę gęste lasy szpilkowe. To one, a właściwie pochodzące z nich drewno oraz zalegające w pobliżu pokłady rudy żelaza stały się w XIX w. podstawą dynamicznego rozwoju całego regionu.

Pierwsza wzmianka o Żędowicach pochodzi z roku 1300 kiedy biskup wrocławski Henryk z Wierzbna (lub jego poprzednik, Jan Romka) podjął decyzję o spisaniu dziesięcin, jakie powinni uiszczać na rzecz biskupstwa wrocławskiego i jego hierarchów mieszkańcy szeregu miejscowości ówczesnej diecezji wrocławskiej. Wszystkie te osady zostały następnie zebrane w jednym spisie, który znamy pod nazwą Liber fundationis Episcopatus Vratislaviensis, co w tłumaczeniu na język polski brzmi "Księga Uposażeń Biskupstwa Wrocławskiego".

Wzmiankę o Żędowicach można znaleźć w dokumencie księcia Wojciecha (Alberta) na Strzelcach z roku 1328. Wioska należała wówczas do parafii Cystersów w Jemielnicy i znajdowała się pod bezpośrednim władztwem piastowskich książąt opolskich. Zamieszkujący od roku 1313 na zamku strzeleckim Wojciech był synem Bolka I opolskiego.

Z czasów rezydowania w Strzelcach księcia niemodlińskiego i wielkostrzeleckiego Bernarda (1400 - 1455) zachował się dokument, wydany w roku 1420, w którym Żędowice wzmiankowane są jako wieś książęca, a rządcą jest w niej niejaki Maciej.

Prawa zwierzchnie do całego Śląska przysługiwały wówczas królom czeskim. W roku 1526 wraz ze śmiercią pod Mochaczem Ludwika wygasła dynastia Jagiellonów na Węgrzech i Czechach, a tym samym oba te kraje wraz ze Śląskiem przeszły w ręce Habsburgów. Z czasem kurczyły się coraz bardziej terytoria rządzone przez Piastów Śląskich, zwiększały zaś należące bezpośrednio do korony czeskiej względnie opanowywane przez różne, głównie niemieckie, rody.

Po śmierci ostatniego Piasta opolskiego Jana II Dobrego, w roku 1532, księstwo opolskie przeszło ostatecznie w ręce króla Austrii, Czech i Węgier Ferdynanda Habsburga, a ten oddał je w zastaw (do czasu spłacenia sumy 183333 guldenów) margrabiemu Jerzemu z linii Hohenzollern Ansbach.

W następnych latach Strzelce wraz z okolicznymi wioskami wielokrotnie zmieniały swoich właścicieli i dzierżawców.

Na krótko, w zamian za rezygnację z korony węgierskiej , księstwo opolskie trafiło w ręce Jagiellonów. W latach 1551 - 1554 właścicielka była Izabela Jagiellonka - córka Bony i Zygmunta. Następnie dobra strzeleckie tytułem zastawu przeszły we władanie radcy cesarza Ferdynanda - Jerzego von Redern (1562). Z jego imieniem związane są próby protestantyzacji wiosek wokół Strzelec. Chociaż zasady nowej, protestanckiej wiary znalazły na Śląsku wielu zwolenników, to reformacja nie zostawiła w Żędowicach trwałych śladów. Wioska pozostała katolicka, nadal znajdowała się też w zasięgu duszpasterskim ojców cystersów z Jemielnicy. Protestantyzacji uległy natomiast Strzelce, gdzie jeszcze w 1651 roku 3/4 mieszczan wyznawało luteranizm.

W roku 1651 teren dzisiejszego powiatu strzeleckiego, do którego należała też wieś Żędowice, nabył znany z historii Włoch XVI w. arystokratyczny ród Collonów mający swoją siedzibę w zamku toszeckim. Collonowie dbali o podniesienie poziomu gospodarczego podległych im dóbr. Hrabia Gustay Collona (1669 - 1686) wybudował na terenie Żędowic dwie dymarki, dwie fryszarki oraz pierwsze kuźnice zapoczątkowując tym rozwój gospodarczy miejscowości.

W grudniu 1740 roku wojska pruskie na rozkaz króla Fryderyka II Hohenzollerna, znanego później jako Fryderyk Wielki, wkroczyły na Śląsk. W wyniku trzech wojen (1740 - 1763) cały niemal obszar habsburskiego Śląska znalazł się pod rządami Hohenzollernów. Śląsk dotkliwie ucierpiał wskutek walk. Wiele miast i wsi zostało zniszczonych, wiele gospodarstw chłopskich porzucono, kraj był zruinowany działaniami obcych armii, a ludność ciężko doświadczona gwałtami i rabunkami. Dziwnym trafem Żędowice uniknęły spustoszenia. Przeciwnie, pod gospodarskim okiem Collonów przekształcały się powoli w centrum lokalnego ośrodka przemysłowego. W drugiej połowie XVIII w. funkcjonował tu duży jak na owe czasy zakład hutniczy zatrudniający ok. 130 pracowników. Hrabia Filip Collona myślał o wybudowaniu jeszcze jednego wielkiego pieca i zatrudnienia większej liczby pracowników. W tym celu powstał kompleks pięciu budyków mieszkalnych tworzących osiedle pracownicze zwane "Dworem". Część wioski gdzie znajdowała się huta nazwano "Kuźnicą". Powstały też nowe osiedla przy piecach fryszarskich: Folopolis, Świerkle i Zawadzkie.

Drugi wielki piec stanął ostatecznie ok. roku 1800. Nieco później wybudowano piece pudlarskie oraz kuźnice, a w roku 1837 dużą walcownię żelaza i blachy. W tym czasie w licznych warsztatach hutniczych wyrabiano wysokiej jakości noże i sierpy, narzędzia pracy oraz resory do wagonów kolejowych. W walcowni żędowickiej pracowało największe wówczas na Śląsku koło wodne o mocy 180 koni mechanicznych.

Rozwój gospodarczy spowodował gwałtowny wzrost liczby ludności na całym terenie. W Żędowicach liczba mieszkańców w latach 1840 - 1885 wzrosła z 1905 do 3468. Wieś wraz z osiedlami pracowniczymi znacznie przewyższała pod tym względem wszystkie sąsiednie miejscowości i po Strzelcach była drugą co do wielkości jednostką administracyjną w okolicy.

Spadkobiercą części majątku Filipa Collona i kontynuatorem jego zainteresowań przemysłowych został hrabia Andrzej Renard, który z pomocą swego generalnego dyrektora Franciszka von Zawadzky założył w 1836 r. na lewym brzegu Małej Panwi nowy ośrodek hutniczy, tworzący dziś hutę w Zawadzkiem. W 1855 roku A. Renard sprzedał swoje posiadłości ziemskie i przemysłowe spółce "Minerwa", a sam wszedł do niej jako akcjonariusz. Spółka ta, dysponowała dużym kapitałem, postawiła na rozwój ośrodka w Zawadzkiem. Odtąd huta i walcownia w Żędowicach traciły powoli na znaczeniu stając się w stosunku do Zawadzkiego przestarzałymi i coraz kosztowniejszymi w utrzymaniu i produkcji. Tej niekorzystnej sytuacji nie zmieniło wybudowanie w latach 1856 - 1858 lini kolejowej Tarnowskie Góry - Opole, którą dowożono węgiel do huty. Stagnację potwierdzają dane statystyczne. Po roku 1885 zaobserwować można spadek liczby ludności Żędowic - 2066 mieszkańców w roku 1910.

Przełom wieku XIX i XX nie był pomyślny dla tego rejonu Górnego Śląska. W całym powiecie strzeleckim nastąpiło wtedy wyraźne osłabienie dynamiki rozwoju gospodarczego. W latach 1895 - 1907 uwidoczniło się to spadkiem udziału zatrudnionych w przemyśle z 29,4 do 27%. Zahamowaniu uległa korzystna tendencja zmniejszania się liczby pracujących w rolnictwie. Wieś Żędowice lata swojego prężnego rozwoju miała już za sobą.

Po likwidacji spółki "Minerwa" tutejsze zakłady metalurgiczne stały się własnością nowo powstałego koncernu pod nazwą Oberschlesische - Eisenbahn - Bedarfs - Aktien - Gesellschaft (Oberbedarf). W 1906 roku hutę w Żędowicach wraz z areałem 105 ha kupiła spółka Oberschleisesche Zinkhűten, która niedługo potem sprzedała ją na złom. Wcześniej, bo w roku 1886 zlikwidowano tu też ostatni w dolinie Małej Panwi wielki piec. Żędowice przestały być najpoważniejszym w powiecie strzeleckim ośrodkiem hutniczym.

Zawadzkie i inne kolonie robotnicze takie jak Filipolis, Świerkle i Bemowskie początkowo związane były z gminą Żędowice. Tu mieścił się urząd sołtysa i wójta, a także szkoła, w której uczyły się dzieci węglarzy z Filipolis i robotników pozostałych kolonii. W miarę jednak rozrastania się nowej huty Zawadzkie odbierało stopniowo Żędowicom niektóre organy władzy terenowej. W końcu dekretem rządu pruskiego z 31 maja 1897 roku kolonie Filipolis, Świerkle, Bemowskie i Zawadzkie połączone zostały w jedną samodzielną gminę wiejską pod nazwą Zawadzkie.


(Wypisy z książki "Cud w Żędowicach" ks. J. Żyłki)

Nędzny przełom XIX i XX wieku

Zachodzące zmiany gospodarcze i administracyjne wpłynęły na warunki życia mieszkańców Żędowic. Część hutników oraz robotników z likwidowanych kolejno warsztatów znalazła zatrudnienie w Zawadzkim. Dla wielu jednak upadek miejscowych zakładów oznaczał konieczność powrotu do zajęć rolniczych, które przy dużym rozdrobnieniu gospodarstw nie mogły wystarczyć za źródło utrzymania. Pozwalał ledwie na nędzną wegetacje. Rozdrobnienie, charakterystyczne dla miejscowości, w których rozwijał się przemysł, było konsekwencją postępowania dawnych feudalnych właścicieli zakładów hutniczych. W dobrach hrabiego Collony chłopi, prócz zwykłych robót pańszczyźnianych, musieli też dodatkowo pracować w hucie, między innymi dostarczając furmanek do zwożenia węgla i kruszców do kuźnic. Odrywało ich to od pracy na roli, obniżając bardzo produktywność gospodarstw. Aby otrzymać więcej rąk do pracy zakładał hrabia małe gospodarstwa chłopskie. których właścicieli nazywano zagrodnikami. Zysk był podwójny: chłopi więcej produkowali, a robotnikom uprawiającym swoje działki można było mniej płacić.
Podobne praktyki stosowano też później. Kiedy w 1836 roku powstała pierwsza kolonia robotnicza w Zawadzkiem , osiedleni w niej robotnicy otrzymali ziemię i łąki o powierzchni od 3 do 20 morgów. Nadziały te nie tylko przywiązywały pracowników do huty, ale przyczyniały się do tego, że z czasem w hutnictwie żelaza w dorzeczu Małej Panwi wykształcił się typ robotnika - rolnika. Proces jego przekształcania w typowego dla Górnego Śląska robotnika przemysłowego nigdy w zasadzie nie zastał zakończony.
W pierwszych latach XX wieku zajmowali się więc mieszkańcy Żędowic głównie uprawą ziemi i pracą w pobliskiej hucie żelaza. Na piaszczystych, podmokłych i niezbyt urodzajnych glebach siało się wtedy przeważnie żyto, owies i jęczmień, a z roślin okopowych uprawiano ziemniaki, kapustę i buraki cukrowe. Gleba IV i V klasy wymagała często nawożenia obornikiem oraz intensywnej pracy ludzkiej. Jako zwierząt pociągowych używano powszechnie krów, często będących jednocześnie głównymi żywicielami rodzin chłopskich i robotniczych.
Prócz rozdrobnienia charakterystyczna dla rolnictwa tego okresu była dominacja wielkiej własności ziemskiej zajmującej w powiecie strzeleckim ponad 70% ogólnej powierzchni gospodarstw. Oba te czynniki wpływały na ograniczenie możliwości zatrudnienia w rolnictwie, co przy małej zdolności wchłaniania nadwyżek siły roboczej przez miejscowy przemysł powodowało występowanie stałej tendencji do bezrobocia. To ukryte bezrobocie jeszcze bardziej obniżało poziom życia chłopskich rodzin.
Niedostatek i bieda często gościły w chłopskich i robotniczych chałupach. Mięso podano jedynie w wielkie święta, a pierwsze sukienki i ubranka dzieci dostawały dopiero w siódmym roku życia, kiedy szły do szkoły. Wcześniej, w domu chodziły w krótkich koszulkach. Częstym pożywieniem były placki kartoflane i mączne pieczone na piecu. Stąd "plackorze" - określenie, które trwale przyległo do mieszkańców Żędowic.
Przysmakiem ludności były ryby łowione w Małej Panwi i wybudowanym w 1836 roku przez hrabiego A. Renarda kanale łączącym staw hutniczy w Żędowicach ze stawem w Zawadzkiem. W czystej jeszcze wtedy wodzie żyły szczupaki, leszcze, karasie, liny, klenie, płocie, karpie, sumy, węgorze i miętusy. Łowiono je do saków, koszyków i wieńcierzy. Specjalnym drągiem obitym z jednego końca skórą, który nazywano "łukiem", uderzano w zarośla rzeczne i płosząc w ten sposób ryby napędzano je do zastawionych wcześniej sieci. Złowione ryby po wyczyszczeniu solono i suszono w piecu chlebowym, a następnie układano warstwami na przemian ze słomą do skrzynek. Tak zabezpieczone przechowywano w suchym miejscy - przeważnie na strychu.
W rodzinach robotniczo - chłopskich gospodarstwo rolne było ważnym acz dodatkowym źródłem utrzymania. Uprawą ziemi zajmowały się głównie kobiety i dzieci, a uzyskiwane plony zużywano na własne potrzeby. Zarobki mężczyzn - hutników - nie były wysokie. W roku 1881 pracownicy huty w Żędowicach otrzymywali za 12 godzin pracy od 0,5 do 1,62 marki. Litr oleju jadalnego kosztował wtedy około 5 marek. Płace robotników na Śląsku były zresztą o wiele niższe niż w innych regionach przemysłowych Niemiec. Według danych rządowych przeciętny zarobek roczny hutników w 1881 r. Wynosił 575,6 marek. Różnice sięgały więc niekiedy 50%.
W miarę likwidacji zakładów w Żędowicach coraz więcej robotników pracowało w oddalonej o 4 km hucie w Zawadzkiem. Praca przy piecach oraz w przyhutniczych warsztatach zawsze była bardzo ciężka. O trudzie hutników pisał poeta Walenty Róździeński (1566-1622):

"Patrzcie, jako się ty na mnie skwarzy ciało,
Azaz u nas w tym ogniu mamy męki mało.
Płomień leci z iskrami w oczy jak perzyny
Piekę się ustawicznie ogniem z każdej strony".


Mimo postępu technicznego, zwłaszcza w XIX w. trudy i niebezpieczeństwa związane z wykonywaniem tego zawodu niewiele się zmniejszyły. Dymy i gazy unoszące się z pieców oraz wielki wysiłek fizyczny niszczyły ich zdrowie. Częste były poparzenia i okaleczenia, co przy niedostatecznej opiece lekarskiej i raczkującym systemie zabezpieczeń socjalnych było przyczynami wielu tragedii hutników i ich rodzin.
Do wyczerpującej dwunastogodzinnej pracy dołączał jeszcze brak odpowiedniego wyżywienia i wygód domowych, oraz szkodliwy zwyczaj "zalewanie upalonych serc piwem i gorzałką". Wyczerpany długą pracą robotnik wstępował zwykle do karczmy, gdzie po wypiciu szkodliwego trunku tracił resztki sił. Po powrocie do domu zjadał ubogi posiłek i bez czucia legał na swoje łoże.
Następnego dnia zrywał się o świcie i jak co dzień zaopatrzony w kilka upieczonych przez żonę placków wyruszał do pracy.Nic więc dziwnego, że przy takim stylu życia stan zdrowia hutników nie był najlepszy. Z powszechnym nadużywaniem alkoholu walczył założony przy parafii Kielcza w roku 1846 Związek Członków Trzeźwość. W 1900 roku ze związku tego wyłoniło się Towarzystwo Umiarkowania, które od 5 marca 1902 roku rozpoczęło samodzielną działalność w Żędowicach.
Pijaństwo, niehigieniczne warunki mieszkaniowe, niedostatek wyżywienia i powszechne używanie do celów gospodarczych wód podskórnych były przyczynami częstych epidemii. I tak na przykład w 1901 roku kolonię Bemowskie nawiedziła epidemia tyfusu brzusznego, a w roku 1903 całe Zawadzkie objęła epidemia odry i szkarlatyny. W tym roku wieli dzieci z okolic Zawadzkiego zmarło na dyfteryt.
Prócz chorób zakaźnych plagę stanowiły choroby zawodowe, a szczególnie tak zwana "heksa". Potocznie nazywano tak pewien składnik chemiczny, który skórę stykających się z nim robotników zabarwiała na żółto i z czasem powodowała zgon.
Temu stanowi rzeczy sprzyjała słabo rozwinięta służba zdrowia. W razie wypadku robotnicy z Żędowic korzystać mogli ze szpitala hutniczego w Zawadzkiem. Zatrudniony w nim jeden lekarz pracował też w lecznictwie otwartym w Żędowicach. Od roku 1898 był nim przybyły z Nowego Bytomia Herman Glatschke. W Zawadzkiem istniała ponadto otwarta w 1887 roku apteka. W 1907 roku utworzono tam okręgowy punkt konsultacyjny położnych nadzorujący działalność koncesjonowanych akuszerek z okolicy.
O ile opieka lekarska w drugiej połowie XIX wieku była zdecydowanie niedostateczna, o tyle szkolnictwo funkcjonowało już wtedy w Żędowicach stosunkowo dobrze. Pierwszą szkołę zorganizowano tu w 1804 roku. Potem w roku 1819 powstała druga jednoizbowa szkoła podstawowa, do której uczęszczało wtedy 100 dzieci. Pracowało dwóch nauczycieli.
Do roku 1853 w Żędowicach uczyły się też dzieci z Zawadzkiego, Filipolis, Świerkli i Bemowskiego. W następnych latach zaczął się proces scalania wspomnianych kolonii w gminie szkolnej Zawadzkie. Zakończył się on 1.VII.1898. roku odłączeniem od Żędowic kolonii Świerkle. Zawadzkie także jako ośrodek szkolny zdobyło przewagę. Na początku XX wieku w ośmioklasowej szkole podstawowej uczono tu siedemnastu przedmiotów, wśród których była religia, ortografia, rachunki, kaligrafia, ale także sadownictwo i nauka o przyrodzie. W tym samym mniej więcej czasie, w roku 1912 do sześcioklasowej szkoły w Żędowicach na ok.2070 mieszkańców uczęszczało 405 dzieci. Można sadzić, że umiejętność pisania i rachowania posiadała już wtedy zdecydowana większość mieszkańców Żędowic.
Szkoła i Kościół były ważnymi instytucjami propagującymi kulturę. Rozszerzenie działalności oświatowo-kulturalnej wiąże się jednak z pobytem w Zawadzkiem w latach 1851 - 1870 mistrza kowalskiego Juliusza Ligonia. Z jego inicjatywy zaczęto sprowadzać polską prasę i książkę, które następnie kolportowano wśród robotników. W jednym tylko roku robotnicy z Zawadzkiego i Żędowic sprowadzili gazet za 86 talarów. Wśród zamówionych tytułów były: "Zwiastun Górnośląski", "Katolik" i " Przyjaciel Ludu".
W roku 1869 zawiązała się w Zawadzkiem pierwsza na Śląsku spółdzielnia kredytowo-pożyczkowa pod nazwą Towarzystwo Pożyczkowe dla Zawadzkiego i okolicy. Przy spółdzielni powstała biblioteka i czytelnia, nad którą patronat objął dyrektor Zarządu Towarzystwa - J. Szaflik.
Działalność J. Ligonia kontynuował przybyły do Żędowic w roku 1885 ks. J Wajda. Z jego inicjatywy we wsiach należących do parafii organizowano pielgrzymki do Częstochowy, Krakowa i Mogiły pod Krakowem. Przywożone stamtąd książki i czasopisma krążyły potem wśród mieszkańców wsi.
Pod koniec XIX wieku przy poparciu J. Wajdy sprowadzono do Żędowic i Zawadzkiego zespoły śpiewacze i teatralne z Królewskiej Huty i Bytomia. Celem ich występów miało być zachęcenie miejscowej młodzieży do utworzenia chóru i kółek teatralnych. W roku 1913 w Żędowicach powstało pierwsze w powiecie strzeleckim "Towarzystwo Śpiewu", z którego wyłonił się potem chór "Cecylia".


(Wypisy z książki "Cud w Żędowicach"
ks. J. Żyłki)

Parafia kielecka i jubileusz ks. Proboszcza Wajdy.


W malowniczo położonej okolicy w powiecie Wielko - Strzeleckim na Górnym Śląsku, leży wioska Kielcz. Początek tej miejscowości sięga do 15-go stulecia, gdzie rycerz Jerzy Kielecki kupił od państwa Wielowiejskiego dwa folwarki, którym nadał nazwę od własnego nazwiska: Kielecka czyli mała Kielcz. Mała ta kolonia istnieje dotąd i należy po części do Wielowiejskiej, częścią zaś do Wiśnieckiej parafii. Nazwa Kielcz, podobna brzmieniem do wielkiej miejscowości a nawet stolicy guberni Sandomierskiej, w Królestwie Polskim "Kielce" siedziby biskupów - rzecz jasna - tak jednej jak drugiej miejscowości, pochodzi od wyrazu "kielce" to jest zęby odyńca czyli dzikiej świni, co znów widocznie na to wskazuje, że tu kiedyś przed dawnymi laty grasowały odyńce i dziki, na które urządzano wielkie łowy czyli polowania. W kronikach plebańskich znajdują się bowiem dotąd zapiski, według których jeszcze przed 100 laty hrabia Filip Kolonno, po którym są miejscowości Filipowiec i Kolonowskie - magnat wielki i pan na Wielkich Strzelcach, do którego ogromne obszary gruntów i borów tutejszych należały - do Kielczy rok rocznie przybywał na polowanie i zawsze u ówczesnego proboszcza Ks. Heisiga gościem bywał. By się zaś za ową gościnność Ks. Proboszczowi jakoś wywdzięczyć, podarował mu kawał łąki, przylegającej tuż do ogrodu a raczej małego parku plebańskiego.


Na tejże łące znajdował się i znajduje po dziś dzień starożytny kopiec, tak zwany "kopiec pogański", który właśnie przez tegoż hrabiego Kolonnę polecony był szczególnej opiece i pielęgnacji każdorazowego proboszcza kieleckiego. Kopiec ten razem z ogrodem, nadaje pewnego uroku całej okolicy.


Zresztą miejscowość Kielcz jest to biedna wieś górnośląska z małym kościółkiem i osobną małą i niską dzwonnicą, dopiero w ostatnim czasie - kosztem biednych parafian i ich duszpasterza - znacznie podźwigniętą i pięknymi, dużymi dzwonami zaopatrzoną została.


Biedna jak cała gmina, była też plebania, i ta tak dalece, że żaden ksiądz długo tu nie wysiedział. Dopiero gdy miejscowość hutnicza Żandowice do Kieleckiej parafii przyłączoną została, gdy później jeszcze biegły w swoim zawodzie inspektor hutniczy, niejaki Böhme, założył kolonię, którą po swoim nazwisku, że się tak wyrazimy "ochrzcił" i na niej wiele hutników czeskiego pochodzenia - jak jeszcze dzisiaj świadczą o tym niektóre nazwiska np. Sygnus, Zyzik itp. osadził - a gdy jeszcze później powstała fabryczna osada Zawadzkie, Filipowiec i Świerkle - dopiero przez to parafia Kielecka znacznie się powiększyła a z parafią polepszyły się także nieco i dochody proboszcza.


Pomiędzy proboszczami kieleckiemi, których - od roku 1595 zacząwszy - było bardzo wiele, już dla tego, że nazbyt marnych dochodów w dawnych latach, żaden proboszcz dłużej utrzymać się tu nie mógł, odznaczył się niejaki ks. Maciej Burda, pochodzący ze Świbia, sąsiedniej, majętnej i pięknej wioski, który przez lat 25 był proboszczem w Kielczy i przed śmiercią swoją znaczną fundacyę kościołowi zostawił, ale wyraźnie dodał, że zapis ten nie pochodzi z oszczędności kościoła kieleckiego, tylko z majątku jego rodzinnego.


Drugi ksiądz, odznaczający się wielką nauką czyli uczonością piśmienną i praktyczną, a przytem i oszczędnością, był ks. Franciszek Heisig, który przeżywszy wśród Kielczan blisko 30 lat a nie oszczędziwszy przy tak wielkiej biedzie nic, nie opuścił posadę proboszcza w Kielczy i przeniósł się do Świbia czyli nawet Wiśnicza, ale poszedł tylko w tym celu, aby jaki grosz uściskać i po ośmiu latach znowu do Kielczy powrócić i tam zebranym funduszem szpital dla ubogich założyć i różne inne ulepszenia zaprowadzić . Z wdzięczności zaś dla owego hr. Filipa Kolony - za ową mu przez tegóż podarowaną łąkę, nie tylko iż mu na pamiątkę i to własnemi rękoma - lubo nie bardzo zgrabnie - jego własny portret w popiersiu wyrzeźbił, ale także znaczną fundacyę mszalną za jego i swoją duszę zostawił.


Po śmierci tego tak zasłużonego duszpasterza ks. Fr. Heisiga, powołany został na proboszcz do Kielczy w roku 1840 niejaki ks. Paweł Michna, kapelan we Wielkich Strzelcach, rodem z Boborowa, powiatu Głubczyckiego. Tenże był proboszczem w Kielczy aż do roku 1877 czyli przeszło 37 lat, lecz niestety - mimo wielkich swoich zdolności, mianowicie w kaznodziejstwie -dla parafian i dla niego samego bardzo nieszczęśliwych i niefortunnych, pozostawił po sobie nader smutne wspomnienia. Ks. Michna był przy swojej uczoności człowiekiem bardzo ambitnym i zarozumiałym. W prawdzie probostwo uposażył znacznie i dochody powiększył przez zniesienie i uregulowanie rożnych danin pańskich czyli dominialnych i przez osobiste melioracje łąk, tak - to trzeba mu przyznać; ale po zatem "zbłądził", jak to właśnie jego parafianie po dziś dzień o nim mówią. Był on wielkim przeciwnikiem Celibatu księży i napisał na ten temat kilku tomowe dzieło, które posłał do Biskupa do potwierdzenia; gdy jednak takowego nie uzyskał, lecz przeciwnie, otrzymał ostrą naganę, trwał w swoim uporze i ten swój elaborat wysłał aż do samego Ojca świętego, chcąc na nim wymódz zezwolenie, by księża mogli się żenić. Ale Stolica Apostolska - jak się samo przez się rozumie - potępiła te jego niemądre żądania. A że tego poniechać nie chciał i ciągle jeszcze o tym mówił i pisał, przez Ojca świętego został z urzędu złożony.




Następny w Niemczech pamiętne czasy walki kulturowej, w których Kościół katolicki nader smutne i bolesna przechodzić musiał koleje, Umysły protestancko - niemieckiego ludu, na którego czele stał "żelazny" książę Bismark, upojone zwycięstwami nad katolicką Francyą zapragnęły wojny z kościołem katolickim. Wydano ostre prawa przeciw Kościołowi katolickiemu, na Biskupów i Księży nakładano wysokie kary pieniężne, zamykano ich do więzień i wydalano po zagranice państwa pruskiego. Wiele parafii było osieroconych lub siedzieli w nich księża państwowi, kościoły zaś stały pustkami a wierni sami sobie grzebali umarłych, chrzcili dzieci, lub dziesiątkami mil podróżowali do parafii, gdzie jeszcze był prawowity kapłan, aby odbyć spowiedź świętą posilić się Ciałem Pańskim otrzymać ślub lub chrzest święty.


I u nas na Górnym Śląsku skutki walki kulturowej boleśnie dały się odczuć a mianowicie najwięcej ucierpiały następujące parafie, w których siedzieli księża państwowi:


  • 1. Wielkie Strzelce, licząc 7 do 8000 dusz, siedział tam proboszcz państwowy Mücke.

  • 2. Leśnica, licząca przeszło 6000 dusz, siedział tam proboszcz państwowy Sterba.

  • 3. Koźle, liczące przeszło 10 000 dusz, siedział tam proboszcz państwowy Grünastel.

  • 4. Wielkie Rudno, liczące przeszło 4000 dusz siedział tam proboszcz rządowy Büchs.

  • 5. Kielcz, licząca przeszło 5000 dusz, siedział tam proboszcz państwowy Michna, następnie Talaczyński

  • 6. Kluczów, liczący przeszło 1500 do 1800 dusz, zarządzał tą parafią proboszcz państwowy Mücke.


Gdy popatrzmy na mapę geograficzną przekonamy się, że wszystkie te parafie którymi zarządzali księża państwowi, tworzyły nieomal jedną połączoną całość samymi granicami przytykały do innych parafii, w których zarządzali po części starsi już proboszcze, do których wierni z owych osieroconych parafii spieszyli po opiekę duchowną. Można sobie wyobrazić co za ciężka praca była dla tych kapłanów gdy prócz ich własnych owieczek mieli jeszcze 30 000 do 35 000 z osieroconych parafii.


Na nieszczęście wydalono także jeszcze Ojców Franciszkanów z góry Św. Anny którzy będąc prawie w pośrodku tej nieszczęśliwej, tak srogo dotkniętej miejscowości, wiele dobrego mogliby byli zdziałać. Nadmienić trzeba, że niektórzy z Ojców mimo dekretu banicyjnego pozostali na miejscu, mianowicie Ojciec Atanazy i przebrani rozmaicie, sprawowali swój urząd kapłański.


Nie mogę się tu obszerniej rozpisywać o całych dziejach walki kulturowej, ale da Bóg - uczynię to w następnych zeszytach.


Ks. Michna, któremu ostre wystąpienie rządu przeciw Kościołowi katolickiemu bardzo było na rękę - zamiast się poskromić i upokorzyć, zaczął otwarcie wygadywać i rozpisywać się w żydowsko - masońskich gazetach na Urząd biskupi i na Ojca świętego i otaczać się dość znaczną liczą księży, od Kościoła i biskupa swego odpadłych, których do siebie na probostwo do Kielczy zapraszał i przeciw biskupowi swemu wroga ich usposabiał.


Gdy ks. Mücke zgłosił się do rządu o probostwo w Wielkich Strzelcach, był ks. Proboszcz Michna tym, który ks. Mückego wprowadził na tyn urząd.


Warto tutaj opisać wjazd takiego państwowego proboszcza Mückego na probostwo do Wielkich Strzelec.


Było to w dniu 21-go lutego 1876 r. gdy o godzinie 9-tej przedpołudniem zajechał "oczekiwany" ks. Mücke w sankach pana radcy Bielera, dzierżawcy Zalesia, siedzącego przy boku pana "proboszcza państwowego", Wielkich Strzelec. Przed probostwem przyjmowali "pana proboszcza" Kriegerverein, trwożący szpaler, członkowie rady miejskiej i inne jeszcze wpływowe osoby (którzy rozumie się z wyjątkiem 7 do 8 osób nie byli katolikami) - poczem przez landrata wprowadzony był na probostwo. Drzwi kościelna, ponieważ takowych kluczami odebranymi przemocą od przewodniczącego zarządu kościelnego p. Stokowego, nie można było otworzyć, kazano przez ślusarza protestanta gwałtem wyłamać, Teraz ruszył cały pochód do kościoła. Na czele, bez krzyża, kroczył pan Mücke, po jego prawej stronie ks. Michna po lewej miejscowy pastor Günter, tak samo jak ks. Michna w stroju "pontyfikalnym". Że zaś głównych drzwi nie można było otworzyć, przeto wprowadzenie państwowego proboszcza do kościoła musiało nastąpić bocznymi drzwiami. Ks. Michna odczytał, po długim przewracaniu i szukaniu z jakiejś książki, modlitwy przy wprowadzeniu proboszcza i udzielił nowemu proboszczowi "biskupiego posłannictwa", poczem miał w kościele przemowę zastosowaną do czasu i okoliczności.


Następnie nowo wprowadzony państwowy proboszcz, odprawił pierwszą mszę i tak samo od ołtarza przemówił kilka słów do zgromadzonych, ogłaszając się za "prawowitego" proboszcza w Wielkich Strzelcach. Przyznał wprawdzie, że to jego nowe stanowisko jest bardzo trudne, jednakże widok tylu "czcigodnych" tu przybyłych panów, dodaje mu męstwa i otuchy, iż "uwiedzioną" parafię powoli dla siebie pozyska.


Uroczystościom kościelnym, które nawiasem mówiąc, były bardzo krótkie, uczestniczyło 120 do 130 osób, z tych zaledwie 40 było katolikami a jeszcze połowa z nich byli to wieśniacy z obcych parafiów, których przywabiła ciekawość.


Po ceremoniach kościelnych odbyło się na probostwie wspólne śniadanie i picie zdrowia na cześć nowego proboszcza i gości.


Wieczorem miejscowy Kriegerverein chciał "państwowymu proboszczowi" urządzić korowód z pochodniami, który nie przyszedł jednak do skutku, ponieważ zaszła nieprzewidziana przeszkoda. Otóż ani jeden z muzykantów nie chciał się dać nakłonić, nawet na potrójnie wyższem wynagrodzeniu od zwykłej taksu, do trąbienia przy pochodzie. "A chociaż byście nam tą krótką drogę do probostwa samymi dukatami wyłożyli, to i tak wam grać nie będziemy, ale gdybyście nam tak kazali zatrąbić na "odmarsz" panu Mückemu do Kluczowa, skąd do nas przyszedł - to nawet darmo", tak mówili dzielni muzykanci. Rzecz jasna, że w dniu tym wszyscy policyanci z miasta i żandarmi z całego powiatu byli na miejscu. Katolicy zaś zachowali się przy tych wprowadzinach nadzwyczaj wzorowo, albowiem świecili nieobecnością. Oto miły czytelniki, przedstawiłem ci jeden z licznych podobnych jemu obrazków, z dziejów walki kulturowej.


* * *


Patrząc na takie zachowanie się ks. proboszcza Michny, księża sąsiedni i właśni jego parafianie, usuwali się od niego coraz więcej, szukając zaspokojenia religijnych potrzeb po sąsiednich kościołach.


Ks. Michna widząc się takim opuszczonym od swoich owieczek, do tego jeszcze trapiony wyrzutami własnego sumienia - tak się tem truł i trapił, że wkrótce życie zakończył.


Na pogrzeb jego zgromadzili się nie już jego współbracia z dekanatu, ale wszyscy ówcześni "księża państwowi" i piękną mu podobno mowę pogrzebową wygłosili, ale parafianie z bólem serca tylko, że tak smutnie i niechwalebnie życie swoje zakończył, ostatnią przysługę mu wyświadczyli.


Zaledwie niebożczyka pokryła ziemia, aliści zjawił się inny ksiądz odstępca, który się zgłosił do rządu o probostwo kieleckie. Był nim niejaki pan Talaczyński, człowiek z zaszarganą przeszłością z dyecezyi poznańskiej. Od jego też przybycia zaczęły się dla Kielczan czasy prawdziwego osierocenia, smutku i prześladowania. Albowiem, był ci to wprawdzie ksiądz ale jaki? Nie od biskupa swego przysłany, lecz wbrew przepisom kościelnym, samozwańczym sposobem , przybył do parafii kieleckiej a widząc, jak wierni parafianie kieleccy zaufania do niego nie mieli, i na jego nabożeństwa nie przychodzili, zmarłych zaś swoich od niego grzebać nie dali i w ogóle żadnych funkcyi kościelnych od niego nie przyjmowali, skargi na nich zanosił i do prokuratora ich podawał, tak że wiele kar pieniężnych płacić i nawet po więzieniach siedzieć musieli. I te czasu osierocenia trwało przez około 8 lat.


* * *


Wypada mi tu koniecznie nadmienić, iż mnie, który te krótkie wspomnienia kreślę, z parafią kielecką nader ścisłe łączą stosunki, albowiem Zawadzkie jest miejscem mego urodzenia, w kościele parafialnym w Kielczy odebrałem chrzest święty i przystępowałem po raz pierwszy do stołu Pańskiego, rodzice moi ślubowali sobie w tymże kościele dozgonną miłość i wierność małżeńską, a na cmentarzu obok kościoła, spoczywa pod zieloną murawą pięcioro mojego rodzeństwa.


Tutaj też przepędziłem moje dziecinne i młodociane lata, jako małe pacholę chodziłem co niedzielę z Matką i Ojcem do tego kościółka, a gdy następnie te strony urodzenia mego opuściłem, to zawsze tęskniłem za niemi i często je odwiedzałem i dotychczas o ile tylko nadarzy się sposobność, zawsze jeszcze odwiedzam albowiem godziny tam spędzone, zaliczam do najszczęśliwszych chwil mojego życia.


Tak też podczas trwania nieszczęśliwej walki kulturnej, przejeżdżałem od czasu do czasu w tamte strony, by odwiedzić moich dawnych przyjaciół i znajomych, pogawędzić z niemi i odetchnąć świeżem , rodzinnym powietrzem. Widząc tedy opłakane stosunki parafian kieleckich i słysząc ich narzekania, wzruszony byłem serdecznie tam ich osieroceniem i postanowiłem sobie za jaką bądź cenę im dopomódz w tem ich cierpieniu duchownym i z tak przykrego położenia ich wybawić. Zwołałem więc kilku gorętszych i znanych mi wiarusów na naradę i uchwaliliśmy, by przedewszystkiem założyć jakie towarzystwo w którym by się wzajemnie pouczać i panujące stosunki w parafii szerzej omówić można. Wróciwszy tedy do domu, udałem się natychmiast do ks. Przyniczyńskiego, redaktóra i wydawcy "Gazety Górnośląskiej" w Bytomiu, i ks. lic. Radziejewskiego, ówczesnego redaktóra i wydawcy "Katolika" prosząc ich, by zechcieli zemną na Zawadzkie pojechać i losem biednych parafian kieleckich się zająć. Księża bardzo chętnie się na to zgodzili i po poczynieniu odpowiednich kroków i załatwieniu przepisanych formalności z policyą, co do odbycia zebrania, wybraliśmy się w oznaczoną naprzód niedzielę do Zawadzkiego. Przed dworcem oczekiwali na nas bardzo licznie zebrani parafianie ze łzami w oczach i radością w sercach. (...)


* * *


(...) i pochwał, zawsze tak się urządzał, iż parafianie zamiaru swego dokonać nie mogli. Raz jednak sprawa udała im się wyśmienicie. Był ktoś, który upatrzył taką chwilę iż ks. proboszcz przybywszy na niedzielę z Berlina do Kielczy, w nijaki sposób wymknąć się już nie mógł. Otóż w gościnie u ks. Wajdy bawi od niejakiego czasu O. Ryszard Górek z zakonu Braci Mniejszych z Galicyi, ale rodak tutejszy. O. Ryszard poczynił więc przygotowania i ułożył cały plan odbyć się mającej manifestacyi na cześć ks. Proboszcza. Ułożył dwa śpiewy, zastósowane do okoliczności, odpisał takowe własnoręcznie i rozdał parafianom i dał potrzebna instrukcye do wieczornego pochodu z pochodniami.


Na plebanię zjechali także Wielebny ks. proboszcz Grund z księdzem Kapelanem a Imielnicy w wielebny ks. Kuratus Hanke z Zawadzkiego.


Gdy zmrok zapadł, naraz drogą od strony cmentarza ukazała się jakaś jasność, która coraz bardziej zbliżała się ku plebani, Księża Konfratrzy wołają zdziwionego ks. Proboszcza do okna, pokazują mu to cudowne zjawisko i wnet jednak cała sprawa się wyjaśniła. Ukazał się bowiem pochodnie i parafianie długim łańcuchem parami z gorejącymi pochodniami, ciągnęli ku plebani, poczem przedefilowawszy kilka razy naokoło plebani i kościoła, ustawili się wszyscy na dziedzińcu przed probostwem. Po odśpiewaniu jednej pieśni, przemówił w serdecznych słowach wójt Sładek z Żandowic, zaś po odśpiewaniu drugiej pieśni i przemowie Piotra Kuliga z Kielczy , zabrał głos sam ks. Proboszcz i drżącym od wzruszenia głosem w streszczeniu tak powiedział:


Kochani parafianie !

Dowody tej waszej życzliwości i szczerego przywiązania waszego do mnie, które okazaliście mi w tej chwili, rozczulają mnie bardzo i dziękuję wam z całego serca za to wszystko, coście dla mnie uczynili. Żywo jeszcze stoi mi w pamięci ten dzień, gdy ks. Kanonik wprowadził mnie do tej świątyni, chociaż ubogiej, po tylu a tylu latach osierocenia waszego, oddając mi duszpasterstwo nad wami, które dotychczas sprawuję. Pamiętam jak ze łzami w oczach i z taką radością przyjmowaliście mnie u siebie. I ja cieszyłem się również, gdy tu do was przybył, bom się czuł wasz a wyście byli moi, bom kość z kości waszej a wyście moi Bracia! Dwadzieścia pięć lat pracuję już pomiędzy wami, jest to pasmo długie. Rozmaicie nieraz było, bywało, że powiedziało się niekiedy i ostre słowo, ale to było słowo napomnienia, słowo troskliwego ojca kochającego swoje dziatki i pragnącego ich dusznego zbawienia.


Doznałem i ja niekiedy przykrości, ale uchybienia wasze puszczam w niepamięć i chętnie wam wszystko wybaczam, gdyż wiem , że jesteśmy słabymi ludźmi, dlatego też zawsze miałem nad wami uznanie i wyrozumienie. Dzisiaj daliście mi dowód waszej miłości i życzliwości, chciałem co prawda tego uniknąć, bo wiecie dobrze, iż nie lubię rozgłosu i nie stoję o honory - zabieraliście się do tego po cztery razy i zawsze udało mi się jakoś wam umknąć, dzisiaj jednak zastałem przytrzymany. Przed chwilą jeszcze nic nie wiedziałem, bo bym wam może był uciekł ale może i nie! Wszystkiemu zaś jest winien ten młody nasz Ksiądz, który tu bawi pomiędzy nami, bo to on mi tą niespodziankę urządził Przykro mi tylko, że dzisiaj nie jestem na to przygotowany, bym was mógł ugościć za to coście mi urządzili, ale da Pan Bóg doczekać, to wkrótce będzie do tego sposobność. Niedługo, a będziemy mieli księdza z naszej parafii, wtenczas zaprosza was wszystkich do siebie i zabawię się z wami. O jedno was tylko proszę: miejcie przywiązanie do waszego duszpasterza, chociaż się niekiedy powie i jakie ostre słowo, to nie bierzcie tego za złe, bo to pochodzi od waszego ojca. Jeszcze raz dziękuję wam za wszystko, dobrymi bądźcie, zarówno starzy jak młodzi i miejcie zaufanie do waszego proboszcza Może niedługo już będę pomiędzy wami, jednak pragnę przy was pozostać, aż nadejdzie ta chwila, gdy Pan Bóg dobrotliwy powoła mnie do siebie i rzeknie: oddaj rachunek z włodarstwa twego. Na zakończenie wnoszę okrzyk: Niech żyje lud polski! I trzy krotny okrzyk odbił się echem wśród ciszy wieczornej.



Poczem wręczono ks. proboszczowi kosztowny ornat a w kościele ustawiono prześliczną figurę Marki Boskiej, jako dar od parafii.


Na zakończenie mało Katarzyna Pawełczyk uczciła ks. Proboszcza następującymi wierszykiem:


Ćwierć wieku, odkąd w sług szeregi Swoje,
Do duszpasterstwa powołał Cię Bóg,
Abyś za godność wziął na siebie znoje,
Pracą za łaski Jemu oddał dług.
Dziś, kiedy wieniec zdobi Twoje skronie,
Srebrny, uwity z szacunku i czci,
Dziś, gdy radością oko Twoje płonie,
Że Pan ci dożyć pozwolił tych dni,
Pragną ci, którzy Twe zasługi cenią,
Czci i wdzięczności dowody Ci dać;
Prawda nie złotem, nie laurów zielenią,
Lecz życzeniami, na jakie nas stać:
Dożyj tej chwili, że na Twojem czole,
Ujrzym ten wieniec, który złotem ślni,
Niech Cię ominą cierpienia i bóle,
Lepsze też ziemi tej oglądaj dni.
A gdy już spełnisz żywot długotrwały
I przed wieczności przybliżysz się próg,
Niechaj Ci wieniec wiekuistej chwały
Włoży na skronie sam Pan Twój i Bóg.


Nadmienić jeszcze wypada, że nawet z dalszych stron nadesłano ks. prob. Wajdzie życzenia na dzień jubileuszu a mianowicie Towarzystwo śpiewu "Lutnia" w Król. Hucie przysłało życzenia gustownie wykonane w zdobnej oprawie następującej treści:



Z naszych wiernych serc płynie życzenie: "Niech Ci zabłysną szczęścia promienie." Na uroczystość jubileuszową 25 lat duszpasterstwa w Kielczy którą obchodzi przewielebny Ksiądz proboszcz Józef Wajda składamy Mu, jako dobremu kapłanowi Polakowi, broniącego szczerze praw ludu polskiego na Górnym Śląsku najserdeczniejsze życzenia! Tow. Śpiewu "Lutnia" w król. Hucie. Franciszek Janek, prezes.



Ks. prob. Wajda urodził się 19 marca 1849, wyświęcony został na kapłana w Pradze czeskiej 6 kwietnia 1876 roku. Podczas walki kulturnej, był przez dłuższy czas kapelanem domowym w domu Państwa Chłapowskich w Czerwonej wsi w Księstwie Poznańskim.


Ks. proboszcz Wajda jest to jeden z tych kapłanów, którzy otwarcie się przyznają do swego polskiego pochodzenia i z ludem polskim szczerze czują i cierpią.


Gdy po złożeniu mandatu poselskiego przez ks. Skowrońskiego, Polski Komitet Wyborczy dla braku odpowiedniego kandydata zwrócił się do ks. proboszcza Wajdy, ofiarując mu mandat poselski, ks. proboszcz Wajda, będąc jednak obarczony nazbyt praca duszpasterską, wahał się początkowo podjąć tak trudnego obowiązku, nie chcąc jednakże zostawić Polskiego Komitetu Wyborczego w kłopotach o kandydata i usuwać się od pracy publicznej, przyjął nawy ten urząd na swoje barki i z całem poświęceniem dotąd takowy sprawuje. Wystarczy wspomnieć, że dosyć często się zdarza, iż krzesła posłów naszych w parlamencie świecą pustkami, to jednak zawsze zobaczyć tam można ks. posła Wajdę. Chcąc sumiennie spełnić swój urząd poselski, wyjeżdża w niedziele wieczorem do Berlina, zaś s sobotę wieczorem wraca, by odprawić nabożeństwo w parafii i pozałatwiać swoje parafialne sprawy. Często jeszcze, gdy go wyborcy zapraszają, wyjeżdża w niedziele popołudniu na wiece i przemawia na takowych a potem wprost z wieca jedzie do Berlina. Praca to ciężka e trudna, ale dla ks. posła Wajdy tak trudną ona nie jest, bo podjętą została z miłości do ludu. A chociaż nie występuje publicznie jako mówca z trybuny parlamentarnej, ale za to bardzo czynny bierze udział przy obradach w rozmaitych komisyach parlamentarnych. Jako poseł spełnia ks. proboszcz Wajda swój urząd bardzo sumiennie i powiaty Pszczyńsko - Rybnicki lepszego zastępcy w parlamencie wybrać sobie nie mogły.


Ze swoich szczupłych dochodów utrzymuje własnym kosztem synów biednych rodziców polskich na szkołach wyższych i da Bóg jeden z tych jego wychowanków otrzyma niedługo święcenia kapłańskie.


Również i losem naszych robotników opiekuje się bardzo, gdy posłyszał o strajku na kopalni Donnersmark, zjechał natychmiast z Berlina i kilka razy osobiście udawał się do dyrektora kopalni, by doprowadzić do porozumienia.


Daj na Boże więcej takich mężów, a sprawa nasza na Śląsku nie będzie przechodziła tak przykrych dla nas i dla samej sprawy szkodliwych doświadczeń. L.


(Wypisy z gazety z 1911 roku "Opiekun Katolicki" A. Ligoń)

Nazwy lokalne w Żędowicach i ich kontekst historyczny

Na terenie wsi Żędowice udało się stwierdzić, obok nazwy głównej miejscowości, istnienie kilkudziesięciu różnego rodzaju nazw lokalnych. Nazwy te są wspaniałym świadectwem pomysłowości dawnych (i obecnych również) mieszkańców wsi. Ale nie tylko dają one dowód giętkości umysłu, są też nieocenionym źródłem wiedzy dla historyka. Poprzez miejscowe nazewnictwo możemy sięgnąć do sfery obyczajowości naszych przodków, potwierdzać znane skądinąd zdarzenia, odkrywać nieznane fakty, badać zawiłe kwestie językowe.


Naukowcy już dawno zwrócili uwagę na ogromne bogactwo wiedzy, jakie niosą ze sobą nazwy miejscowe. Któż nie chce wiedzieć skąd się wzięła i ci znaczy nazwa mojej miejscowości? Na te i wiele innych pyta usiłuje odpowiedzieć nauka zwana toponomastyką. Warto tu być może uściślić, że toponomastyka zajmuje się wszystkimi nazwami geograficznymi Mogą to być m.in. nazwy gór, rzek, nizin, miejscowości. Nas interesują jedynie te ostatnie. Dlatego badacze genezy i znaczenia nazw określili wszystkie te, które dotyczą osad, wsi, miast, osiedli, przysiółków, kolonii, pojedynczych zabudowań ojkojników. Słowo to oikos pochodzi z języka greckiego i oznacza po prostu mieszkanie. Innymi więc słowy ojkonim to nazwa obiektu zamieszkałego przez ludzi. I właśnie wszystkie ojonimy, znane na terenie Żędowic, są przedmiotem tego artykułu.


Przechodząc do analizy znaczenia poszczególnych nazw z terenu naszej wioski, należy wyjaśnić najpierw co znaczy słowo Żędowice. Jest to zagadnienie nie do końca jasne choć według Henryka Borka, znawcy górnośląskiej toponimii, nazwa ta wzięła się od imienia Żędan, Żęda. Pewnie był ktoś o takim imieniu, kto albo jako pierwszy osiedlił się w tym miejscu, albo był założycielem, czy właścicielem wsi. Od jego więc miana nazwano całą miejscowość. Sama nazwa ma wiele odmian. Po raz pierwszy wymieniona została w dokumencie zwanym " Księgą uposażeń biskupstwa wrocławskiego" (Liber fundationis episcopatus Vratislaviensis). Nie znana jest data powstania Księgi. Uważa się, że musiała powstać najpóźniej w roku 1300. W dokumencie tym Żędowice określono mianem Sandowitz. Istnieją też i inne odmiany np. Zindowicz z 1420r., Zendowicz z roku 1534 czy Ziandowitz z 1819 r. Najpopularniejszą wersją jest w literaturze źródłowej Sandowitz lub Zandowitz, co wiąże się z przewagą dokumentów i opracowań niemieckojęzycznych, pochodzących z okresu od XVII do połowy XX w. Zaś odmianą dominującą w gwarze a do 1948r. również w urzędowym nazewnictwie jest piękne słowo Żandowice. Niestety nazwa ta powoli odchodzi w zapomnienie choć wydaje się ona znacznie bliższa oryginalnej nazwy niż nazwa obecnie obowiązująca. Obecna wersja jest ponadto wysoce niefortunna ze względów ortograficznych i każdy kto zna kanony polskiej ortografii (a nie zna nazwy Żędowice) zapisze ją zawsze w formie "Rzedowice". Jak wynika z relacji starszych mieszkańców wsi, zmiany urzędowej nazwy miejscowości w 1948r., dokonali urzędnicy i działacze polityczni, którym wspomniane kanony były na pewno obce.




Jak wspomniano na wstępie, na terenie wsi występuje ponadto kilkadziesiąt innych okojników i toponimów. Dla większej przejrzystości tekstu wymienimy je kolejno w porządku alfabetycznym wraz z niezbędnymi wyjaśnieniami:


1. Beblik lub Beblikowa Droga - odcinek drogi leśnej, którą mieszkańcy Żędowic chodzili do kościoła w Jemielnicy. Droga ta miała swój początek koło polnego krzyża, który znajduje się za wsią w kierunku Jemielnicy na przedłużeniu dzisiejszej ulicy Chrobrego. Dziś na odcinku od krzyża do lasu droga ta już nie istnieje, ale w lesie biegnie tak jak przed wiekami. Nazwa beblik oznaczać może plotkowanie, gadaninę bez głębszego sensu - beblanie. Wszak przecież dłużąca się do kościoła była do beblania znakomitą okazją. Możliwe też, że jest to po prostu przezwisko kogoś kto mieszkał przy tej drodze lub miał pole. Wersja ta jest o tyle prawdopodobna, gdyż mieszkańcy Żędowic do dziś słyną z nadawania przydomków swoim sąsiadom. Beblik kończył się przy polnej kapliczce i krzyżu tuż przed wejściem w zabudowaniu Jemielnicy.


2. Bombelka, Młyn i Kanał - młyn wodny na wschodnim brzegu Małej Panwi podobnie jak i kanał, odprowadzający wodę z młyna do rzeki. Nazwa pochodzi od właściciela młyna S. Bombelki.


3. Dambowy Las - łąki na lewo od Świbskiej Drogi, pod samym już lasem, naprzeciw Dziołek, leżących po prawej. Nazwa ta upamiętnia dawny dębowy las powalony przez słynny orkan z 27 lipca 1777r. Pozyskany w ten niecodzienny sposób obszar przeznaczono pod uprawy polowe i łąki.


4. Dąbrowa - łąka porośnięta miejscami przez dorodne dęby, stąd i nazwa. Mieści się ona za młynem Thiela pomiędzy kanałem hutniczym a Małą Panwią.


5. Dwór - grupa posesji i domów przy ulicy Strzeleckiej tuż przed szkołą, patrząc od strony restauracji państwa Bronderów. Dawniej były to zabudowania folwarczne i mieszkania robotników rolnych, Dwór, czyli zabudowania należące do właściciela wsi.


6. Dziołki - pola i łąki leżące pod lasem na prawo od Świbskiej Drogi (przedłużenie dzisiejszej ulicy Dworcowej). Jest to gwarowa wersja słowa działki, czyli małe, wydzielone, najczęściej regularne areały pól uprawnych. Powstały na miejscu wykarczowanego uprzednio lasu.


7. Dzwonek - kapliczka przy ul. Strzeleckiej, miejsce zbierania się Żędowiczan przed wymarszem na mszę do Jemielnicy. Nazwa od zawieszonego wewnątrz dzwony, wzywającego mieszkańców do drogi lub na nabożeństwa, jakie przy Dzwonku często odprawiano.


8. Eski - osławione licznymi wypadkami dwa zakręty na ulicy Opolskiej, zaraz za tynkiem w kierunku Kielczy, Nazwa o oczywistym pochodzeniu - powstało dzięki kształtowi drogi, jaki nadają jej dwa skręty.


9. Grabówka - część wsi pomiędzy młynem Bombelki i Thila, pośród kanałów i stawów, za stawem hutniczym. Pochodzenie nazwy można tłumaczyć podwójnie: pochodzi ona od nazwy drzewa grab lub od niemieckiego słowa graben - kopać, ryć. Być może wydobywano tam rudę żelazną. Może też nazwa utworzona od słowa Graben - rów, okop. Jest ich na Grabówce sporo.


10. Jackowa Góra - wzniesienie wydmowe w lesie przy Beblikowej Drodze, za Mostkami. Nazwa wiąże się z dramatem jednego z członków rodziny Jacków, chociaż osoba ta nie nosiła tego nazwiska. Na owym wzgórzu nieszczęsny Jacek, który był kłusownikiem, wpadł w ręce praktykantów szkółki leśniczej z Zawadzkiego. Ludzie ci postrzelili Jacka a potem skatowali na śmierć. Nazwa upamiętnia tę tragedię.


11. Kadłub - pola i łąki po południowej stronie ulicy Powstańców Śląskich, mniej więcej w połowie długości drogi. Nazwa Kadłub noże oznaczać ujęcie wody. W dawnych czasach studzienki robiono poprzez wbicie w ziemie kadłuba czyli wydrążonego w środku kloca drewna. Kadłub może też być obraźliwym przezwiskiem - głupi jak kloc, pusty jak kadłub. W gwarze funkcjonuje określenie w kadubku, czyli w głowice np. "Poprzewrocało ci sie coś w kadubku".


12. Kąty Długie i Kąty Krótkie - pola po obu stronach Bablikowej Drogi. Część bliżej wsi do Długie Kąty, po lewej stronie Beblika. Kąty Krótkie zaś to krótkie skrawki pól na prawo od wymienionej drogi bliżej lasu i Zawadzkiego. Słowo "kąty" oznaczało miejsce oddalone, pole narożne, o kształtach rombu trójkąta albo trapezu. Kąty oznaczać też mogą schronienie, ale to w tym przypadku raczej nie wchodzi w rachubę.


13. Kielecka Doga - są dwie drogi o tej nazwie - jedna w lasach na północ od Małej Panwi, a druga odchodzi od Świbskiej Drogi (na południowy zachód od wsi). Nazwa pochodząca od Kielczy, miejscowości dokąd drogi te prowadzą.


14. Klepka - nazywano tak hutę żędowicką. Klepka mieści się więc pomiędzy ulicą Wojska Polskiego a kanałem hutniczym. Oznacza miejsce gdzie kuto, klepano żelazo.


15. Kobylarnia - już raczej część Zawadzkiego, ale sąsiadująca od północnego zachodu z łąkami żędowickimi i laskiem leżącym u wylotu ulicy ks. Wajdy w kierunku Zawadzkiego. Nazwa oznaczać może łąkę, gdzie wypasano kobyły. Równie dobrze mogła powstać na bazie czyjegoś nazwiska, lub przezwiska.


16. Konic - nazwa ostatnich zabudowań wiejskich przy ulicy Strzeleckiej w kierunku Mostków, u wylotu ulicy Powstańców Śląskich na Strzelecką. Koniec wsi.


17. Koński Kerhof - miejsce pochówku podłych koni. Z języka niemieckiego Kerhof - Kirchhof - dwór, podwórze kościelne. Przeważnie znajdowały się tam cmentarze, stąd nazwa kerhof była synonimem cmentarza. Koński kerhof znajdować się musiał poza wsią. W tym przypadku na przedłużeniu ulicy Powstańców Śląskich w kierunku Kielczy, za Koreą, Na miejscu dawnej glinianki. Często końskim cmentarzem były stawy. Kładziono padlinę na specjalnym podeście ze szparami. Wówczas gnijące resztki oraz larwy owadów żerujące na nich spadały do wody i były karmą dla ryb.


18. Kocierz - lasek za domem pracowników leśnictwa na Mostkach, na lewo od ulicy Strzeleckiej, gdy zagłębia się ona w lasy za Żędowicami, Wg. Relacji ustnej J. Brola nazwa ta łączy się z siedliskiem dzikich kotów (żbików?), które obrały sobie to miejsce na swoje legowisko.


19. Koło - jeziorko, staw, dziś już prawie mokradło w lesie na prawo od Świbskiej Drogi. Określenie to nie ma w sobie nic tajemniczego - oznacza miejsce okrągłe, krąg. Nazwa użyta na pewnej niemieckiej mapie Kolloch Teich wydaje się przekręceniem gwarowej wersji Koła - Koloteich. Z jeziorem tym wiąże się najbardziej chyba znana żędowicka legenda, wg której miała w tym miejscu istnieć kiedyś osada która zapadła się pod ziemię a na jej miejscu powstało jezioro. Przyczyną tej katastrofy miało być przekleństwo rzucone przez strudzonego wędrowca, któremu mieszkańcy odmówili gościny, Jak się okazuje legenda ma swoje prawdziwe korzenie gdyż przed wojną archeolodzy niemieccy odkryli tu niewątpliwe ślady wczesnośredniowiecznej osady. Jeszcze w latach siedemdziesiątych wprawne oko mogło rozpoznać zarysy tych wykopalisk (inf. Ustna J Szulc).


20. Kopanina - łąki i pola za Żędowicami w kierunku Zawadzkiego u wylotu ulicy ks. Wajdy pomiędzy laskiem a torem kolejowym. Nazwa oznaczająca karczowisko, spalenisko pod uprawę w lesie.


21. Korea - przykład talentów nazwotwórczych współczesnych Żędowiczan, bo jest to nazwa zupełnie nowa. Określa się nią skupisko domków jednorodzinnych w okolicy skrzyżowania ulic Powstańców Śląskich i Dworcowej. W swym dzisiejszym znaczeniu Korea oznacza miejsce odległe od właściwej wsi - "daleko od nas, jak Korea".


22. Kośmiderska Droga - leśny trakt w kierunku północno wschodnim , ku wsi Kośmidry - stąd też i nazwa.


23. Kozacka Góra - wydmowe wzniesienie w lesie ok. 3km na północny wschód od Żędowic, przy Kośmiderskiej Drodze. Typowa nazwa pamiątkowa. Ma ona upamiętniać pobyt w naszych lasach oddziałów kozackich. Może tu chodzić o marsz armii rosyjskiej w 1813 r. w pościgu za Napoleonem. Podobno było tam obozowisko Kozaków. Inna możliwość wytłumaczenia tej nazwy to taka, że mogło to być miejsce urodzajne w cenione grzyby zwane kozakami, po śląsku kozokami.


24. Krzywiec - rejon ulic księdza Wajdy (obok Kościoła) i Kościuszki. Nazwa wzięta od krętego przebiegu tych dróg w wymienionym obszarze.


25. Kuźnica - część Żędowic wokół ulicy Wojska Polskiego, gdzie dawniej znajdowała się juta. Oprócz starego, drewnianego budynku, resztek fundamentów koła wodnego i żużlu nic obecnie po starym zakładzie się nie ostało. Została nazwa - kuźnia, fabryka wyrobów żelaznych.


26. Losek - mały las w polu u wylotu ulicy 1-go Maja w kierunku Zawadzkiego. Losek - gwarowe określenie lasku.


27. Łazy - śródleśne łąki za Małą Panwią i młynem Thiela. Łazy znaczą 0 grunt uprawny w miejscu wyrobionym w lesie, miejsce wypalone, zarośla, pastwiska.


28. Mieściszowe - pola, łąki i zabudowania na prawo od ulicy Opolskiej. Mieściszowe zaczyna się w rejonie ulicy Fredry a kończy przy wjeździe na rynek. Nie udało się ustalić co znaczy ta nazwa. Może ma coś wspólnego z określeniem - miejsce, stąd Mieściszowe. W nauce przyjmuje się , że tego typu nazwy pochodzą od nazwiska właściciela posesji.


29. Mokre - nazwa oczywista w swym znaczeniu - miejsce podmokłe, zawilgocone. Jest to obszar łąk za Kadłubem , na lewo od drogi strzeleckiej, tuż przed Mostkami oraz laskiem Kocierzą.


30. Mostki - łąki i leśniczówka przy drodze strzeleckiej , przy wjeździe do lasku. Nazwy od słowa mostek, mały most. Widocznie musiało występować tam sporo przepustów. Było to logiczne w związku z bliskością łąk Mokrego.


31. Nowina - łąki i pola na prawo od polnej drogi będącej przedłużeniem ulicy Chrobrego. Nowina to nowe pole, uzyskane po wykarczowanym lesie.


32. Oblezunki - lepiej powinno być Ablezunki. Nazwa od niemieckiego słowa abloesen - zwalniać. Może ona oznaczać albo pola uwolnione od opłat podatkowych, albo udostępniane przez właściciela za darmo - zwolnione od opłaty dzierżawnej.


33. Obrzynki - pola na prawo od Świbskiej Drogi, zaraz za skrzyżowaniem Dworcowej i Powstańców Śląskich. Nazwa mówi o małych obciętych spłachetkach pól tuż przed lasem. Gdy las został wykarczowany powstały na jego miejscu Dziołki. Obrzynki - ostatnie kawałki upraw przed nieistniejącym już dziś lasem.


34. Pod Kielczą - zabudowania przy ulicy Tuwima i Zielonej, za Usrańcem po lewej stronie ulicy Opolskiej, sąsiadujące z Kielczą - stąd i nazwa.


35. Przeskok - miejsce na skraju lasu, gdzie wspomniana już Beblikowa Droga wchodziła w las i krzyżowała się z jednym z licznych w tej okolicy potoków. Ludzie, wędrując do Jemielnicy, musieli "przeskoczyć" przeszkodę. Musiała nastręczać ona pewnych trudności albo być przyczyną zabawnych potknięć i niechcianych kąpieli, skoro miejsce to zyskało osobną nazwę.


36. Rynek - dziś skrzyżowanie ulic Opolskiej, Strzeleckiej i Stawowej. Dawniej rynkiem mógł być plac przed Dzwonkiem, o czym informuje ciekawe ułożenie posesji i ogromna rola tego miejsca w życiu społeczno-religijnym dawnych Żędowiczan. Rynek, czyli centralny plac miejski.


37. Szajba - rejon ulicy ks. Wajdy za skrzyżowaniem z ulicą Żeromskiego, ulice 1-go Maja i Krótka. Trudna znaczeniowo nazwa. Z niemieckiego Scheibe - tarcza, sugerować by mogła, że była tu strzelnica. Jednak chodzi i tym razem chyba o czyjeś przezwisko. Gwarowo - szajba - narwaniec, szaleniec.


38. Szpitol - rejon ulicy Chrobrego, jej początek od zbiegu ze Strzelecką aż do nowej zabudowy. Nazwa upamiętniająca istnienie tutaj faktycznego szpitala. Jednak dawniej szpitalem zwano nie tylko lecznica, lecz także, przytułki dla nędzarzy.


39. Ściegna - inaczej ścieżka. Nazwa bardzo trafna, bo nazywano tak odcinek dzisiejszej ulicy Chrobrego prowadzący do krzyż w polu przy Beblikowej Drodze. Ścieżką tą maszerowała cała wieś na msze do Jemielnicy. Dzisiaj jest to już droga, częściowo nawet zapomniana. Jeśli zapomniana jest już droga, to określanie jej nazwą "ścieżka" może świadczyć jedynie za bardzo starym charakterem nazwy typu ściegna.


40. Świtałowa Gorka - piaszczyste wzniesienie za cmentarzem górujące nad staro rzeczami Małej Panwi. Nazwa pochodzi od nazwiska właściciela gruntu.


41. Thiel, Młyn i Kanał - do dziś istniejący i wciąż znajdujący się w rękach rodziny Thielów (od 1864 r.) młyn wodny przy ulicy Stawowej. Nazwa pochodzi od nazwiska. Kanał Thiela odprowadza wodę spod koła młyńskiego do rzeki.


42. Ug - pas łąk pod lasem pomiędzy Mostkami a Beblikiem, za Kątami w stronę lasu. Ug czyli lęg, ług - podmokła łąka w dolinie rzeki lub potoku. Może istnieć taż i inna geneza tej nazyw. Ug może też oznaczać miejsce wypalania węgla drzewnego.


43. Usraniec - jest nim grupa domostw przy ulicy Opolskiej za eskami w kierunku Kielczy a przed tartakiem. Nawa prześmiewcza określająca miejsce odległe od właściwej wsi. Usroł się - wybudował w miejscu do tego z reguły nie przeznaczonym.


44. Żorek - zabudowania pomiędzy torem kolejowym i stacją PKP a ulicą Dworcową i Opolską. Według literatury naukowej tłumaczyć można tę nazwę jako miejsce wypalone pod uprawy albo zabudowania. Wersja jednak ludowa podaje, że w tym miejscu znajdowało się lęgowisko żurawi, zwanych w gwarze żołrami.


(Wypisy z książki "Żędowice ziemia i ludzie" tekst Arkadiusz Baron)

Historia własności leśnej na terenie obecnego nadleśnictwa Zawadzkie

Wieś Żędowice otoczona jest od południa i północy lasami które zaliczono do obszarów chronionego krajobrazu tzw. Zespołu Lasów Strobrawsko - Turawskich. Można powiedzieć, że Żędowice tak dawniej jak i dziś lasem stoją, skoro lesistość wsi Żędowice wynosi 75% jej powierzchni administracyjnej. Z analizy obrębu geodezyjnego (geodezyjnego) Żędowice, wchodzą w skład nadleśnictwa Zawadzkie.


Na przestrzeni kilku ostatnich stuleci tereny nadleśnictwa zmieniały kilkakrotnie właścicieli. Najstarsze dane historyczne sięgają XVI wieku. W roku 1566 wymienia się funkcjonariuszy administracji leśnej: gajowych, leśniczych, myśliwych, łowczych i lasomistrzów. W okresie pońszczyźniano-folwarcznym w 1541 roku biskup wrocławski wydał instrukcję dal górników, w której nakazywał podział lasów w pobliżu osiedli, kopalń, hut i kuźnic na poręby. Później właścicielami olbrzymich dóbr ziemskich, w tym i leśnych, na Śląsku był ród Collonów, który władał terenami obecnych obrębów: Zawadzkie i Kolonowskie. Obręb Kielcza stanowiły w 2/3 dobra królewskie, a w 1/3 wytwórni chemicznej w Krupskim Młynie.


Zarządzenie Fryderyka II z dnia 19.04.1756 roku regulowało sprawy eksploatacji drewna na Śląsku, a od roku 1777 zaznacza się silna ingerencja państwa pruskiego w gospodarkę leśną. W 1811 roku zniesiono wszelkie ograniczenia w użytkowaniu w stosunku do właścicieli pytywanych. Sporządzanie map leśnych zostało wprowadzone w dniu 13.07.1819 r. instrukcją Centralnej Dyrekcji Lasów Państwowych przy pruskim Ministerstwie Finansów i Lasów. Instrukcja określa granice leśnictw rewirów oraz sporządzanie niezbędnych dokumentów (plany i mapy). Mapa Magnactwa Wernigerode, wykonana w 1890 roku, dzieli obecne tereny nadleśnictwa na następujące dzielnice i obwody: dzielnica leśna Wierchlesie z sześcioma obwodami: Mostki, Wierchlesie, Łaziska , Kasztel, Nowe Łąki, Jaźwin; dzielnica leśna "Bendowice" z czterema obwodami: Spórok, Regolowiec, Kolejka, Myślina; dzielnica leśna "Kośmidry" z dziewięcioma obwodami: Żyłka, Kieleczka, Żędowice, Kokotek, Solarnia, Kośmidry, Pietraszów, Lyszczok, Łagiewniki.


W roku 1910 prywatna własność leśna o nazwie "Malapartus", o obszarze zbliżonym do obecnego nadleśnictwa Zawadzkie, została sprzedana hrabiemu Tiele Winkklerowi z Pszczyny, właścicielowi pałacu w Mosznej. Z dniem 1 stycznia 1926 roku lasy "Malapartus" zostały wykupione przez państwo pruskie za kwotę 10mln marek i znalazły się w strukturze organizacyjnej okręgu leśnego Opole, z podziałem na trzy nadleśnictwa: Colonowska, Wierchlesie i Kośmidry.


Przed I wojną lasy wchodzące w skład obecnego nadleśnictwa Zawadzkie stanowiły własność państwową z nieznaczną ilością lasów prywatnych. Na przełomie kwietnia i maja 1945. W latach 1945-1959 nadleśnictwa: Zawadzkie, Kielcza i Kolonowskie wchodziły w skład Rejonu Lasów Państwowych w Zawadzkiem. Z dniem 1 stycznia 1973, decyzją Dyrektora Naczelnego Lasów Państwowych w Warszawie, w skład nadleśnictwa Zawadzkie włączono nadleśnictwa: Kielcza i Kolonowskie.


Gospodarka leśna w przeszłości


Do końca XVIII wieku , tereny dzisiejszego nadleśnictwa Zawadzkie pokrywały drzewostany naturalne o charakterze puszczańskim , pamiętające czasy polowań Piastów Śląskich. Pod koniec wieku XVII, poprzez cały wiek XVIII i na początku wieku XIX rozkwita na tym terenie hutnictwo żelaza. Warunkiem powstania zakładów hutniczych była bliskość wody i lasów. Lasy dostarczały surowca opałowego jakim był węgiel drzewny, a woda bieżąca z rzeki Mała Panew służyła do przepłukiwania rudy, napędzania młotów i miechów kuźniczych. Bazę surowcową i źródło rudy żelaza stanowiły lokalne pokłady rudy darniowej oraz niezbyt oddalone złoża rud kopalnianych. Roczne zapotrzebowanie na węgiel drzewny dla lokalnych hut wynosiło w roku 1790 aż 20 000 sągów (1 sąg = 4 m3). Właściciel hut hr. Filip Collona założył specjalne kolonie węglarzy. W XIX wieku budowano piece fryszerskie opalane węglem drzewnym. Dziś jeszcze podczas wykonywania przygotowania gleby sprzętem mechanicznym (orka pługiem leśnym) na powierzchniach zrębowych często spotkać można okrągłe "place" po mielerzach. Zdecydowano się na tę już wtedy przestarzałą technologie z uwagi na trudny dowóz węgla z Górnego Śląska. Do chwili obecnej zachowały się ówczesne budowle hydrotechniczne w postaci jazdów, przepustów i kanałów.


W latach sześćdziesiątych XIX wieku spadkobierca Filipa Collona, hr. Andrzej Renard założył w okolicach Zawadzkiego rezerwat leśnej ( Tiergarten), który obejmował 19400 morgów (4840 ha) powierzchni leśnej. W roku 1856, w Kolonii Kąty (obecne Leśnictwo Dębie) hr. Andrzej Renard wybudował zamek myśliwski, w którym mieści się dziś Dom Pomocy Społecznej dla Dzieci.


O charakterze dawnej gospodarki leśnej można wnosić na podstawie stanu istniejących jeszcze drzewostanów V i starszych klas wieku. W połowie XIX wieku użytkowanie odbywało się na dużych 10-20 hektarowych powierzchniach zrębów zupełnych z pozostawieniem nasienników a więc z częściowym odnowieniem samo siewem. Eksploatacja surowca drzewnego była stosunkowo bardziej intensywna niż ja innych terenach z uwagi na potrzeby silnie rozwiniętego hutnictwa, kopalni węgla kamiennego i sprzedaż drewna w głąb Niemiec. Transport drewna ułatwiała spławna wówczas rzeka Mała Panew oraz jedna z pierwszych na Śląsku kolej żelazna Opole - Tarnowskie Góry. W latach 20-tych i 30-tych XX wieku dominującym gatunkiem był świerk, który stanowił 60% udziału w składzie gatunkowym. Wprowadzania świerka na tak dużą skalę podyktowane było uzyskiwaniem wysokiej renty leśnej i produkcji nastawionej na surowiec kopalniakowy. Duże zapotrzebowanie przemysłu i budownictwa spowodowało znaczne odmłodzenie i przerzedzenie lasów okolic Zawadzkiego.


W latach 1870-1935 zostały wybudowane leśniczówki obecnego nadleśnictwa. W obrębie ewidencyjnym (geodezyjnym) Żędowic powstały leśniczówki "Mosty" (rok budowy 1900) i "Żędowice" (dawny budynek mieszkalny Staży Granicznej z 1927 r. spalony w 1945 r. przez Rosjan. Ówczesny poziom zagospodarowania lasów był wysoki, o czym świadczą zachowane leśne mapy administracyjne.


Zwierzyna leśna


W wieku XIX w lasach nadleśnictwa występowało bardzo dużo zwierzyna grubej i drobnej oraz wiele gatunków ptactwa. Bytowały tu jelenie europejskie, daniele, sarny, dziki, muflony, zające, dzikie króliki, głuszce, cietrzewie, dzikie gęsi, kaczki, mewy, wydry, rysie, lisy, wilki oraz wiele innych gatunków jak również introdukowane jelenia sika. Plagę dla ludzi i zwierząt stanowiły rysie i wilki. Hrabia Andrzej Renard, właściciel ziemski wystąpił w parlamencie pruskim z wnioskiem o odłączenie wsi Żędowice od parafii Jemielnica, a przyłączenie jej do parafii Kielcza. Uzasadnienie stanowiły napady wilków na mieszkańców wsi Żędowice udających się drogą leśną do kościoła w Jemielnicy. W połowie XIX wieku wytępiona całkowicie wilki, a ostatni został odstrzelony w rok 1866. W 1976 r. zanotowano powrót wilka na ten teren. Wilk został stropiony w leśnictwie Żędowice, a odstrzału dokonał Ginter Merkiel, myśliwy z Koła Łowieckiego "SZARAK" w Kielczy. W latach międzywojennych do stawów i strug leśnych introdukowano piżmaka. Pierwotnie dominujący jeleń siłą został zredukowany i zastąpiony jeleniem karpackim pochodzącym z Węgier. Obecnie występujący na tym terenie jeleń europejski odznacza się wspaniałym porożem (brązowy, srebrny, złoty medal).


W ostatnich latach wskutek zwiększenia się liczebności drapieżników z roku na rok maleje liczba kuropatw, bażantów, zajęcy. Cietrzew, którego tokowiska można było wysłuchiwać na wrzosowiskach w leśnictwie Żędowice i Mosty wyginął całkowicie. W noc sylwestrową 1978/1979 na grubą pokrywę śnieżną spadła marznąca mżawka, która uśmierciła tysiące cietrzewi na całej Opolszczyźnie (w okresie zimowym przy pokrywie śnieżnej cietrzewie zagrzebują się na noc w śniegu).


Na przestrzeni ostatnich lat obserwuje się stałe i wyraźne obniżenie odporności biologicznej drzew, co związane jest z wzrastającymi w poprzednim okresie zanieczyszczeniami powietrza i gleby, zmianą stosunków wodnych i długotrwałymi suszami. Począwszy os lat 20-tych wystąpił cały szereg zjawisk klęskowych, zarówno natury biotycznej jak i abiotycznej. Do najważniejszych z nich należy: gradacja brudnicy mniszki w latach 1947-51 na łącznej powierzchni 9,5 tys. Ha oraz wiele gradacji szkodników pierwotnych na mniejszych powierzchniach.


Czynniki żywiołowe (huragany, pożary, okiść) występowały dosyć często i powodowały wielkie szkody w drzewostanach, np. pożar leśny w 1922 r. o powierzchni ok. 800 ha, w 1929 r. o powierzchni ok. 2000 ha, 1986 r. o powierzchni ok. 120 ha. Większość z tych zjawisk dotyczyła drzewostanów świerkowych, których zdrowotność i naturalna odporność obniżyła się najbardziej ze względu na zmiany klimatyczne i zanieczyszczenia przemysłowe. Prezentowane obok zastawienie ukazują ważniejsze szkody spowodowane w nadleśnictwie Zawadzkie w obrębie ewidencyjnym "Żędowice" przez czynniki biotyczne i abiotyczne (w wykazie pominięto pożary leśne poniżej 5 ha, wiatrołomy poniżej 5 tys. m3 drewna oraz zwalczanie owadów na powierzchni < 200 ha.).


W wyniku katastrofy ekologicznej związanej z awarią elektrowni atomowej w Czarnobylu w kwietniu 1986 roku nadleśnictwo poniosło straty materialne w dziale nasion drzew iglastych, gdyż żadne nasienie nie posiadało prawidłowej zdolności kiełkowania z powodu napromieniowania. Wszystkie nasiona były martwe a powyższa informacja o napromieniowaniu była objęta ścisłą tajemnicą. Ponadto przez długi okres czasu nie eksportowano rusz zwierzyny płowej i czarnej , gdyż kraje Unii Europejskiej odmówiły zakupu ze względu na ich napromieniowanie.


(Wypisy z książki "Żędowice ziemia i ludzie" tekst Zdzisław Siewiera)

Historia Kościoła w Żędowicach

Historia Kościoła stanowi jeden z fundamentów rozwoju społeczności Żędowic. Wioska Żędowice jest jedną z najstarszych miejscowości powiatu strzeleckiego. Pierwsza wzmianka na jej temat pochodzi z 1300 roku; miejscowość należała wówczas do parafii św. Jakuba w Jemielnicy. W wiekach późniejszych, ludność Żędowic zbierała się w niedziele i święta na głos sygnaturki, umieszczonej na szczycie kapliczki zwanej "Dzwonkiem"; potem wspólnie wędrowano do kościoła w Jemielnicy oddalonego od wioski o 11,5 km. Dzisiejszą ulicą Chrobrego, a następnie polnymi ścieżkami miejscowa ludność dochodziła do przydrożnego krzyża (był on swoistym drogowskazem dla parafian); stąd droga w lewo, w las, prowadziła aż za Barut, do miejsca zwanego Kąty, przy pierwszych zabudowaniach Jamielnicy. Trasa Żędowiczan jest do dzisiaj dobrze znana starszemu pokoleniu jako Beblikowa Droga. Jej pokonanie stanowiło dla miejscowej ludności duży kłopot; trasa prowadziła przez las, w którym grasowały wilki, lisy i rysie - napadały one wiernych udających się do kościoła w Jemielnicy. Dlatego też ze strony mieszkańców Żędowic czyniono wiele starań, aby należeć do sąsiedniej parafii w Kielczy, oddalonej tylko o 4,5 km. Pierwsze próby przyłączenia Żędowic nie powiodły się, dopiero na mocy dokumentu, wystawionego przez biskupa wrocławskiego Emanuela Szymońskiego, z dniem 19 sierpnia 1831 roku, gmina Żędowice została włączona do kielczańskiej parafii.
Po roku 1872, kiedy Bismarck ogłosił strategię "Kulturkampfu", proboszcz Kielczy, ks. Michna jak i jego następca, ks. Von Talaciński, stanęli po stronie władz pruskich. Ludność Żędowic, w większości niechętna księżom rządowym, bardzo rzadko uczestniczyła w życiu parafialnym Kielczy i aby spełnić obowiązki religijne, czy też przyjąć sakramenty święte, wierni udawali się do innych kościołów, w których duszpasterzowali księża wierni biskupowi i Kościołowi rzymsko katolickiemu. Żędowiczanie podróżowali, więc do Świbia, Wiśnicza i Jemielnicy. Odżyły wówczas nabożeństwa majowe i różańcowe przy kapliczce zwanej "Dzwonkiem", których zaniechano po przejściu do parafii Kielcza. Były to nabożeństwa o charakterze prywatnym, odprawiano je bez udziału księdza. Dzwoniono, po czym schodzili się wierni; kapliczka była skromna, a więc zebrani często stali obok, podczas nabożeństw najczęściej śpiewano pieśni do Matki Bolesnej.
Budowa Kościoła
Opuszczonym duchowo ludem Żędowic, zainteresował się otaczając szczególną opieką ks. dziekan Lebek z parafii w Wiśniczu. Za jego radą, wiosną 1885 roku, delegacja rady parafialnej z dyrektorem huty w Zawadzkiem - Wilhelmem Esserem na czele, udała się do Kurii Biskupiej we Wrocławiu, celem przedstawienia skomplikowanej sytuacji i uzyskania pozwolenia na budowę własnego kościoła. Ponieważ Kuria we Wrocławiu nie była w stanie usunąć obsadzonego przez rząd proboszcza z Kielczy, a ten dobrowolnie parafii nie chciał oddać, postanowiono wybudować w Żędowicach salę modlitewną (Bethalle), gdyż niemożliwym było uzyskanie pozwolenia na budowę kościoła.
Miejscowa ludność przystąpiła do pracy z ogromnym entuzjazmem. Tempo prac było ogromne, bowiem już 10 września 1885 roku, czyli po miesiącu od rozpoczęcia budowy, miało miejsce poświęcenie kamienia węgielnego, którego dokonał proboszcz Wiśniczy ks. dziekan Lebek. Praca na budowie posuwała się teraz jeszcze szybciej. Już 6 grudnia 1885 r., czyli w trzy miesiące od uroczystości poświęcenia kamienia węgielnego, w budynku przypominającym bardziej stodołę niż kościół (brak wieży), została odprawiona pierwsza msza święta. Poprowadził ją ks. Kanonik dr A. Franz, który też dokonał ceremonii poświęcenia kościoła w asyście ks. Józefa Wajdy, ks. dziekana Lebeka z Wiśnicza i ks. Szafranka - proboszcza ze Staniszcz Wielkich. Kazanie wygłosił wówczas ks. Szafranek, podkreślając w homilii ofiarną pracę i zaangażowanie w budowę, mieszkańców całej parafii. Pierwszy kościół w Żędowicach poświęcono Matce Boskiej Bolesnej.
Również rok 1886 okazał się bardzo pracowitym dla mieszańców wioski. Radość z posiadania kościoła u siebie uskrzydlała ich nadal, bowiem w tym roku ukończono całkowicie prace przy kościele i wybudowano dom z przeznaczeniem na probostwo.
Po 1888 roku, kiedy zelżał nacisk na Kościół, a miejscowa ludność doprowadziła do usunięcia wyznaczonego przez rząd ks. Talacińskiego, Żędowice stały się filią parafii w Kielczy. Kuria Biskupia we Wrocławiu powierzyła duszpasterstwo w Żędowicach ks. Józefowi Wajdzie. Po śmierci ks. Talacińskiego otrzymał on również probostwo w Kielczy.
Także gmina Zawadzkie, na skutek szybko rozwijającej się tam huty "Andrzej", rosła dość szybko, pozostając w dalszym ciągu bez kościoła. Zaistniała, więc potrzeba wybudowania świątyni również w Zawadzkim. Miejscowość, podobnie jak i Żędowice, podlegała parafii w Kielczy.
Rangę kościoła w Żędowicach nie była wysoka, bowiem oficjalnie funkcjonował tylko jako sala modlitw - bez wieży i innych, zewnętrznych oznak swego przeznaczenia.
W 1891 roku ks. Proboszcz Józef Wajda, w porozumieniu z przewodniczącym rady parafialnej, a zarazem dyrektorem huty "Andrzej", Wilhelmem Esserem, postanowili wybudować kościół w Zawadzkim, a kościół w Żędowicach rozebrać lub przebudować na szkołę. Ludność Żędowic, mająca swoje ambicje, była temu zdecydowanie przeciwna i dążyła do rozbudowania kościoła (wybudowania wieży). Z tego powodu doszło do konfliktu między wiernymi a proboszczem Wajdą. W rezultacie ks. Wajda rzadko przyjeżdżał do Żędowic, ograniczając się do tego, co konieczne w trakcie świąt nakazanych. Żędowiczanie nie zrezygnowali jednak ze swoich dążeń i dzięki ich usilnym staraniom, w 1892 roku wybudowano przy kościele wieżę oraz zawieszono trzy dzwony: "Anna", "Maria" i "Marta". Nad prezbiterium umieszczono także stary dzwonek - sygnaturkę, pochodzący z kapliczki, wykorzystywano go podczas przeistoczenia.
Z końcem XIX wieku kościół w Żędowicach posiadał już pełne wyposażenie liturgiczne. Był to budynek z czerwonej cegły w kształcie prostokąta, w środku wytynkowany Górną jego część stanowił dwuspadowy dach pokryty papą; w prezbiterium stał ołtarz, w nawach bocznych ustawiono dwa mniejsze. Witraże jak i wyposażenie były darowizną mieszkańców Żędowic. Nie był to maże bogaty obiekt sakralny, lecz przede wszystkim bardzo funkcjonalny, a o to głównie mieszkańcom chodziło.
W następnych latach ks. Wajda (licząc sobie już 70 lat), zajęty głównie polityką, nie był w stanie wypełnić należycie swoich powinności duszpasterskich i dbać o materię kościoła. W trosce o stan duszpasterstwa w Żędowicach, Kuria Biskupia we Wrocławiu, mianowała w styczniu 1919 r., ks. Józefa Czempiela wikariuszem proboszcza Józefa Wajdy z przeznaczeniem dla Żędowic. Wikarego czekało tu wiele pracy, gdyż zaniedbany kościół wymagał solidnego remontu. Nowy, energiczny duszpasterz spełnił oczekiwania wiernych. Ksiądz Czempiel doprowadził do usamodzielnienia się Żędowic od kościoła w Kielczy, a w roku 1920 założył nowy cmentarz później otrzymał oświetlenie elektryczne. W następnych latach nie czyniono już żadnych, godniejszych uwagi o zmianę oblicza kościoła, bowiem już wtedy myślano o budowie okazalszej świątyni.
Kiedy 1 kwietnia 1926 roku został erygowany dekanat dobrodzieński, parafia Żędowic przeszła do niego, wyłączona została z dekanatu toszeckiego.
Żędowice jako sanktuarium.
Zdecydowany wpływ na religijność ludności Żędowic wywarł fakt objawienia się tutaj wizerunku Matki Bożej. Zostało to uwiecznione w kronice parafialnej oraz w innych zapiskach, pochodzących od osób prywatnych, które były naocznymi świadkami tego zdarzenia. Według świadectwa miejscowej ludności objawienie się Matki Bożej w Żędowicach miało miejsce w poniedziałek, 25 lipca 1904 roku. Według opisu kroniki parafialnej, olśniony blaskiem obraz przedstawiał Matkę Boską z Dzieciątkiem siedzącym na jej lewej ręce. Postać Maryji była niezwykle miła, a zarazem poważna. Jej wizerunek był wyraźnie widoczny na dwóch szybach okiennych stare szkoły podstawowej.
Na pamiątkę cudownego objawienia się Matki Boskiej, żędowiccy parafianie postanowili w szczególny sposób uczcić ten fakt zakupem obrazu z jej wizerunkiem. Kopię obrazu z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej zakupiono podczas pielgrzymki do Częstochowy, w czerwcu 1907 roku. Do przedsięwzięcia wiernych z Żędowic werbalnie przyłączył się także ksiądz proboszcz Józef Wajda, który jednak miał zamiar przywieźć obraz bez rozgłosu i umieścić go w kościele w Kielczy. Plany proboszcza pokrzyżował kościelny, Konstanty Deja, który powiadomił mieszkańców Żędowic, o tym, że obraz Marki Boskiej został zakupiony i poświęcony w Częstochowie i, że o godz. 19.30 zostanie przywieziony pociągiem na dworzec. Wieść obiegła wioskę jak błyskawica i nadchodzącego pociągu oczekiwała na dworcu cała wieś i wielu mieszkańców z okolicy (w sumie ok. 3 tysiące ludzi). Wszyscy byli odświętnie ubrani. Wśród zgromadzonych znaleźli się ministranci z krzyżem procesyjnym, dziewczęta w bieli ze sztandarami, a także orkiestra. Obok dworca czekała dorożka, która zgodnie z planami proboszcza miała zabrać obraz do Kielczy.
Pociąg przybył o godz. 19.30. Kiedy ks. Wajda wyszedł z pociągu był ogromnie zaskoczony takim tłumem ludzi i tak żywą religijną manifestacją. Gdy obraz wyciągnięto z pociągu, tłum upadł na kolana i uczcił Matkę Boską. Następnie uformowała się procesja. Mężczyźni wzięli obraz na ramiona, a orkiestra zagrała pieśń: "O Najświętsza Rodzico Matko Pana Jezusa". Następnie wszyscy, wraz z proboszczem, ruszyli procesyjnie do kościoła w Żędowicach. Z wieży kościelnej słychać było głos dzwonów. Ludzie ci (jak dowiadujemy się z opisów i opowiadań) przeżyli te chwile jako najbardziej uroczyste w swym dotychczasowym życiu.
Obraz Matki Bożej prowadzono do kościoła i umieszczono za ruchomą zasłoną w głównym ołtarzu. Potem w trakcie nabożeństwa ks. proboszcz Wajda oddał wieś Żędowice w opiekę Matce Boskiej.
Sława obrazu szybko rozchodziła się po okolicy. Najliczniejszy odpust w 1907 roku zgromadził rzesze pątników z Kielczy, Zawadzkiego, Boru, Radawia, Świbia, Barutu i Jemielnicy. Źródłowy opis tego odpustu, który to odbył się krótko po przywiezieniu obrazu z Częstochowy, wspomina, że zgromadzony lud nie tyko wypełnił po brzegi kościół i plac kościelny, ale również drogę prowadzącą do kościoła.
Przez następne lata obraz Matki Boskiej był czczony bardzo gorliwie. Objawiało się to liczną frekwencją w różnego rodzaju nabożeństw maryjnych, a zwłaszcza podczas odpustów. Wizerunek Matki Boskiej zasłynął także z licznych cudów, których dowodem są dewocjonalia zgromadzone w kościele. Ocalenie wsi Żędowice przed kataklizmami takimi jak: pożoga wojenna, burze gradowe (zwłaszcza latem 1935 r.) zawdzięczano wizerunkowi Matki Boskiej w Żędowicach. Wielu mężczyzn udających się na front wojenny polecało się Jej opiece, prosząc o pomoc i szczęśliwy powrót do rodziny.
Maryja wysłuchiwała wielu próśb miejscowej ludności, co w ogromnym stopniu zadecydowało o popularności i rozwoju żędowickiego sanktuarium. Sława obrazu Matki Boskiej była główną przyczyną wybudowania w Żędowicach nowego kościoła.
Nowy kościół jako wyraz wdzięczności Matce Bożej Żędowickiej
Liczne wysłuchania próśb przez Maryję z "cudownego obrazu" sprawiły, że na nabożeństwa i uroczystości przyjeżdżało do Żędowic bardzo wielu ludzi. Dotychczasowy kościołek okazał się być zbyt małym, jak na potrzeby tak prężnie rozwijającej się parafii. Poza tym, według zamierzeń, od samego początku miał być tylko kościołem tymczasowym. Miejscowa ludność widziała w budowie możliwość podziękowania Matce Bożej Żędowickiej za wysłuchanie próśb oraz za łaski, jakich dostąpiła w trudnym okresie wojennym. Początkowe plany budowy kościoła znacznie opóźniły dwie wojny światowe i ciężka sytuacja materialna miejscowej ludności. Do realizacji planów Żędowiczan przystąpiono, więc dopiero w cztery lata po ucichnięciu zawieruchy wojennej.
Dnia 8 grudnia 1949 roku odbyło się uroczyste poświęcenie kamienia węgielnego, którego dokonał, kierujący całą budową, ksiądz Henryk Lakomik. Wśród miejscowej ludności panował entuzjazm i powszechna mobilizacja. Nie zabrakło rąk chętnych do pracy i pomocy przy posuwających się, w niezwykle szybkim tempie, pracach budowlanych. Już 7 czerwca 1950 roku, ówczesny administrator Śląska Opolskiego, ks. infułał Bolesław Kominek, poświęcił nowy kościół. Fakt, że jesienią 1950 roku, świątynie była wykończona, daje najlepsze świadectwo ofiarności i żarliwości religijnej parafian.
Obecny kościół posiada dobre, centralne położenie w parafii, jest to okazała budowla widoczne z każdego zakątka miejscowości, jak i parafii ościennych zwłaszcza ze względu na wysoko wieżę. Światło podające przez duże okna, wąskich i niskich naw bocznych, jak i mniejsze parzyste okna górne nawy środkowej, nadaje wnętrzu pogodny i radosny urok. Wystrój kościoła nie był zbyt bogaty. W pierwszej fazie większość wyposażenia pochodziła ze starego kościoła. W prezbiterium, na podwyższeniu trzech schodków postawiono murowany ołtarz z betonową mensą. Na niej ustawiono starą nastawę z wbudowanym obrazem Matki Boskiej.
Na czas remontu nowego kościoła, który okazał się w latach sześćdziesiątych XX wieku niezbędny ze względu na liczne niedopatrzenia i usterki, jaki miały miejsce przy szybkiej budowie nowej świątynie, obraz Matki Boskiej został wyniesiony z prezbiterium. Po ukończeniu prac remontowych nie zdecydowano się jednak na ponowne umieszczenie obrazu w kościele, gdyż obecny wystrój, a zwłaszcza freski zostałyby zasłonięte.
Duszpasterze Żędowic
Pierwszym duszpasterzem, który udzielił duchowego poparcia ludności Żędowic, w czasie dla niej trudnym, był ksiądz dziekan Lebek z parafii w Wiśniczu. W trakcie budowy pierwszego kościoła w Żędowicach służył parafianom swoją radą i pomocą; poświęcił kamień węgielny, a 6 grudnia 1885 roku, brał udział w uroczystościach poświęcenia świątyni. Przez okres zimowy kilkakrotnie przyjeżdżał do Żędowic, aby odprawić tam msze święte.
Ks. Józef Wajda przybył do Żędowic z polecenia Kurii Biskupiej w lipcu 1886 roku. Miał zorganizować prace wykończeniowe przy budowie miejscowego kościoła. Na czas swej posługi duszpasterskiej zamieszkał na probostwie w Żędowicach. W trzy lata później, po opuszczeniu parafii w Kielczy przez ks. Ignacego von Talaciński, objął jego stanowisko.
Ks. Wajda był świetnym mówcą, a także człowiekiem wysokiej kultury i dużej wiedzy. Po przybyciu do Żędowic podjął się prowadzenia szerokiej działalności pro polskiej. Szczególnie zajmował się problemem robotników polskich pracujących w hucie w Zawadzkiem i w fabryce chemicznej w Krupskim Młynie. Troszczył się o byt materialny ludzi, częstokroć swym staraniem wyjednywał niejednemu z robotników rentę inwalidzką, organizował wsparcie dla wdów i sierot pozostałych po ofiarach nieszczęśliwych wypadków.
Zdecydowany polityk i obrońca ludu polskiego został kandydatem na posła do parlamentu pruskiego w 1908 roku i w końcu posłem w wyniku rezygnacji z mandatu poselskiego ks. Aleksandra Skowrońskeigo. Pełnił on tę funkcję do 1912 roku. W odezwie wyborczej, wysuwającej kandydaturę proboszcza, czytamy: "On [Ks. Wajda] daje zupełną gwarancję, że jak dotąd będzie stał w obronie ludu polskiego i narodowości. Ks. proboszcz Wajda nie szuka łaski u rządu i u góry, lecz nieustraszony pracuje od długich lat dla ludu. To mąż twardego i stałego charakteru, takiego jak potrzeba na nasze opłakane i trudne czasy".
W 1908 roku, ksiądz Józef Wajda udzielił schronienia ściganemu przez pruską żandarmerię Wojciechowi Korfantemu. Lata następne w życiu Wajdy, to lata zaangażowania w polityczną działalność na rzecz Śląska. Proboszcz w wir pracy wciągnął podległego mu wikariusza, ks. Józefa Czempiela. Razem byli inspiratorami założenia kółek rolniczych na terenie powiatu strzeleckiego; osobiście zaangażowali się w pracę agitacyjną na rzecz polskości Śląska w trakcie plebiscytu.
Po plebiscycie, w październiku 1921 roku, w wyniku podziału Śląska na część niemiecką i polską, decyzją Rady Ambasadorów, parafie Żędowicka i Kielcza pozostały w granicach Rzeszy. Gdy w 1922 roku nasilił się okres wysiedleń, ks. Wajda został dwukrotnie napadnięty na probostwie przez niemieckich bojówkarzy, którzy wzywali go do opuszczenia parafii i Niemiec. Gdy 3 września 1922 roku, nad proboszczem zawisło bezpośrednie zagrożenie utraty życia, ks. Wajda z pomocą wiernych mu przyjaciół, zdecydował się opuścić parafię w Kielczy. Odjechał pociągiem do Hajduk, gdzie został serdecznie przyjęty przez jego byłego wikarego, ks. Józefa Czempiela. Nowa parafia także stała się mianem jego ożywionej działalności politycznej. 19 listopada 1922 roku, w wyniku wyborów do parlamentu pruskiego, ks. Wajda otrzymał mandat poselski z ramienia Polskiej Partii Ludowej. Ponadto został członkiem prowincjonalnego sejmiku w Opolu i powiatowego sejmiku w Strzelcach Opolskich. Po powrocie z pierwszej sesji sejmu pruskiego w Berlinie, na skutek zapalenia płuc, zmarł w Hajdukach 3 lutego 1923 roku.
Ksiądz Wajda był gorącym polskim patriotą i zrobił wiele dobrego dla ludzi, lecz zaniedbana przez niego sprawa objawienia Matki Bożej w Żędowicach oraz budowy nowej świątyni, nie przysporzyły mu popularności wśród wiernych miejscowej parafii. Proboszcz bardzo mocno zaangażowany w polityczno - społeczne sprawy Śląska, zaniedbał pracę duszpasterską. Od czerwca 1913 roku powierzył parafię w Żędowicach emerytowanemu ks. Steklowi, który przejął od niego część obowiązków duszpasterskich.
Następcą ks. Józefa Wajdy w Żędowicach, został ks. Józef Czempiel, który zasłynął jako kontynuator jego społeczno - narodowych dążeń.
Następnym duszpasterzem Żędowic, od 1 lutego 1924 rok, był ks. Franz Walloszek. Dbał o podległą mu parafię, czego wyrazem jest zakończona sukcesem próba założenia instalacji elektrycznej w kościele.
Od 19 września 1928 roku proboszczem Żędowic został ks. Friedrich Glumb. Jego działalność zdominowały liczne starania o budowę nowego kościoła, które jednak zakończyły się niepowodzeniem. Po nim w Żędowicach duszpasterzował ksiądz Jan Joschko, nominację proboszcz otrzymał 28 lutego 1933 roku.
Duszpasterzem, który zrealizował plany budowy nowego kościoła był ksiądz Henryk Lakomik. Potrafił on poderwać parafian i wykorzystać ich zapał. Palny proboszcza udało się zrealizować po zakończeniu II wojny światowej, kiedy to szczególną wdzięcznością otaczano obraz matki Boskiej Żędowickiej. Ksiądz Henryk Lakomik (proboszcz Żędowic od 8 czerwca 1943 r.) był człowiekiem o bardzo miłym usposobieniu, otwartym dla wszystkich; swoją osobowością potrafił zjednać sobie wszystkich parafian, będąc przy tym dobrym gospodarzem i zaradnym człowiekiem. W trudnych czasach wojny był dla wiernych rzeczywistym ojcem duchowym i przyjacielem.
17 kwietnia 1958 roku proboszczem Żędowice mianowany został ksiądz Emil Strzelczyk. Od samego początku zabrał się energicznie do pracy duszpasterskiej, jak i do pracy wokół świątyni i probostwa. W latach 1958-75 dokonał modernizacji nowego kościoła, całkowicie zmienił i przywrócił do użytku stary kościół, przerabiając go na kaplicę. Jeszcze większą troskę i wysiłek włożył w pracę duszpasterską. Dbał o głoszenie Słowa Bożego, zapraszał ojców franciszkanów oraz innych zakonników z kazaniami i naukami. Ks. Emil Strzelczyk wprowadził specjalne nabożeństwa do Matki Boskiej, tzw. Wielkie Nabożeństwo Maryjne, odprawiane w niedziele od maja do października, oraz środową Nowennę Nieustającą do Marki Boskiej. Za wkład duszpasterski ks. biskup Franciszek Jop nadał mu tytuł dziekana honorowego. Ksiądz Strzelczyk był gorliwym duszpasterzem, dbającym przede wszystkim o dobro kościoła. Jego postawa była solą w oku władz komunistycznych, które pod pretekstem rewindykacji podatkowych w latach sześćdziesiątych dokonały represyjnego zajęcia znacznej części wyposażenia parafii (głównie zabytkowych mebli). Przyznać niestety trzeba, że w akcji tej brali też udział (nieliczni wprawdzie) mieszkańcy wsi - ORMO. Ostatnim dziełem wiekowego już księdza Strzelczyka dokonanym tuż przed jego przejściem na emeryturę było wybudowanie pięknego domu katechetycznego obok kościoła. Niestety od 10 lat ten niedokończony obiekty nie jest w pełni wykorzystany i popada stopniowo w ruinę, wymagając już teraz znacznego remontu.
Od 1991 roku do chwili obecnej proboszczem Żędowic jest ksiądz Henryk Prygiel.
Życie religijne parafian
Systematycznie uczęszczanie na mszę św. Oraz przyjmowanie sakramentów świadczy o pewnej stałości religijno - moralnej wiernych. Patrząc na parafię w Żędowicach widać w tym względzie wiele dobrego. Wówczas, kiedy jeszcze wioska administracyjnie należała do parafii jemielnickiej, mieszkańcy pokonywali jedenastokilometrową odległość, aby tam uczestniczyć w niedzielnej mszy świętej. Trzeba było przecież niemałego wysiłku, aby pokonać tę trasę pieszo.
Po przyłączeniu Żędowic do parafii w Kielczy, miejscowa ludność tam uczęszczała do kościoła. Żędowiczanie byli także członkami licznych stowarzyszeń religijnych, działających przy kielczańskiej parafii.
Budowa kościoła w Żędowicach w 1885 r. była wielkim zrywem ludności Żędowic. A po tylu latach wędrówek stanęła przed wiernymi możliwość posiadania swojego ośrodka religijnego.
Żaden z duszpasterzy nie skarżył się na słaby udział parafian w niedzielnych mszach świętych. Obserwowano wręcz coś przeciwnego; ludność walczyła o to, aby Żędowice odprawiana była msza święta niedzielna Owo pragnienie wywołało konflikt z proboszczem Wajdą. Miał on również podłoże związane działalnością polityczną ks. Wajdy, której następstwem było zaniedbanie działalności duszpasterskiej w parafii Żędowice.
Powyższe fakty świadczą o ty , że mieszkańcy Żędowic wśród tylu różnych przeciwności losu, zmagań i konfliktów, przede wszystkim ciągle szukali oparcia i jedności z Bogiem. Pragnęli mieć u siebie świątynię - ośrodek życia religijnego, która w zestawieniu z tymi wszystkimi trudnościami natury wewnętrznej, mogła dać scalenie i oparcie duchowe.
Efektem pracy duszpasterskiej, a także zwierciadłem pobożności mieszkańców Żędowic są liczne powołania kapłańskie i zakonne
Prężna działalność różnego rodzaju bractw i stowarzyszeń religijnych, których najowocniejszy okres pracy przypada na przełomie XIX i XX w., także świadczy o żarliwej wierze miejscowej ludności. Najstarsze stowarzyszenia religijne mają ścisłą łączność z parafią, Kielcza. Tam powołano do życia "Związek Członków Trzeźwości", z którego wyłoniło się "Towarzystwo Umiarkowania" (od 1902 r. działające samodzielnie w Żędowicach). Od chwili wybudowania pierwszego kościoła, tzn. od 1885 roku, oddzielnie od parafii Kielcza zaczyna działać kongregacja mariańska. W Żędowicach, 1915 roku powstaje "Bractwo Świętego Bonifacego", które miało za zadanie pomagać biednym. Od 1888 roku na terenie miejscowości prężnie działa "Bractwo Różańca Świętego", a od adwentu 1895 r. "Bractwo Świętej Rodziny". W 1920 roku założono tu Trzeci zakon Św. Franciszka.
W następnych latach wiele stowarzyszeń zawiesiło swoją działalność. Jedną z głównych przyczyn, która doprowadziła do zaniechania pracy na rzecz społeczno - religijnego rozwoju mieszkańców była zawierucha wojenna i związane z nią burzliwe losy śląskich rodzin. Po wojnie, trudna sytuacja Kościoła, postawionego w obliczu nowej ideologii, nie pozwoliła licznym stowarzyszeniom na odnowienie swej działalności.
Mimo tych przeszkód natury zewnętrznej, życie religijne mieszkańców Żędowic w dalszy ciągu rozwija się , a ich świątynia pod wezwaniem Matki Boskiej Bolesnej, z okazji roku 2000 zyskała miano Kościoła Jubileuszowego i stała się miejscem zyskiwania odpustu Roku Jubileuszowego.
Historia Kościoła, małej śląskiej społeczności wiernych, wskazuje jednoznacznie, że nie toczy się ona poza dziejami pojedynczych ludzi i ich parafialnej wspólnoty. Nie stanowi dziejów idei, lecz jest prawdziwą historią wpisaną w życie konkretnego człowieka. Dla ludzi, którzy uwierzyli, że stali się Kościołem, historia swojej wspólnoty religijnej nabrała szczególnego wymiaru, jest bowiem jakoby wpleciona w ich własne indywidualne dzieje. Rozgrywała się na ich oczach, tu i teraz: we Dworze, koło Beblikowej Drogi, przy Dzwonku... Osławiony cudami obraz Matki Boskiej Żędowickiej, kaplica, nowy kościół nigdy nie wzbogaciłyby swoją obecnością żędowickiej parafii, gdyby nie osobiste zaangażowanie pojedynczych ludzi.



(Wypisy z książki "Żędowice ziemia i ludzie"
tekst Agnieszka Kubal)

Procesja konna

W Poniedziałek Wielkanocny 24 kwietnia 2000r. odbyła się XV Procesja Konna w Żędowicach i Zawadzkiem. Trasa wiedzie z kościoła w Żędowicach pod kościół Najśw. Serca Pana Jezusa w Zawadzkiem a następnie polami do przydrożnych krzyży. Zwykle jest pięć stacji modlitewnych: przy obu kościołach i przy trzech krzyżach. Modlitwy prowadzą jadący kapłani. Uczestnicy procesji proszą Bożą Opatrzność o dobre urodzaje i błogosławieństwo w pracach. Podczas drogi uczestnicy odmawiają cząstkę Różańca i śpiewają pieśni wielkanocne i inne.

Procesję zainicjował ks. Leonard Makiola, gdy był wikarym w Żędowicach u Ks. Emila Strzelczyka. W roku 1988 w Procesji Konnej pod krzyż na plac budowy nowego kościoła przyjechało dwóch kapłanów: ks. Makiola i ks. Jerzy Dzierżanowski, a koni było 34. Potem jeszcze do grona kapłanów-jeźdźców dołączyli Ks. Marian Stokłosa, ks. Piotr Kus i ks. Andrzej Biwo. W 1990 roku ks. Henryk Prygiel ogłaszając procesję konną powiedział: "Proszę o bryczkę, bo nie wiem, czy w Żędowicach tak mocny koń się znajdzie". Od razu zaproponowano dwie czy nawet trzy. Ks. Henryka wozili panowie: Beno Zientek, Franek Kubilas i Piotr Brol. Dzięki życzliwości rolników i ks. Henryka bryczką mógł też jechać śp. ks. Ginter Reimann i piszący te słowa. Najpierw jechałem na jednej z księdzem Henrykiem, a od 1998 roku osobno, wiezie mnie konik pana Henryka Celucha na bryczce pana Wernera Labusa. Na bryczki zabieramy ministrantów z symbolicznym paschałem i wodą święconą oraz przenośnym nagłośnieniem.

Zwykle modlimy się przy żędowickich krzyżach na skrzyżowaniu dróg: Strzeleckiej i Powstańców Śl., Powstańców Śl. i Dworcowej, Dworcowej i Opolskiej. Zakończenie ma zawsze miejsce przy kościele w Żędowicach nabożeństwem eucharystycznym z błogosławieństwem sakramentalnym. Cała Procesja trwa około dwóch godzin (nie licząc dojazdu z i do domu).
Jest też możliwość szybkiej jazdy konnej pod laskiem. To dla głównie dla młodzieży. Choć nie tylko. Pamiętam z opowiadań pana kościelnego śp. Błażeja Łapoka, który brał udział w kilku procesjach, jak to pewnego razu chłopcy jadący obok pogonili jego konika i jak to przymusowo brał udział w wyścigu. Wszystko szło dobrze dopóki podczas galopu konik się czegoś nie przestraszył i nagle zahamował. Wtedy Błażej przeleciał przez głowę konia i, jak mówił, modlił się zlatując, żeby mu tylko koń nie uciekł, bo tak daleko będzie musiał iść pieszo. Ale konik się też przejął i pozostał. Pan Błażej już bez galopu dołączył do reszty. Dla nowicjuszy jazda konna nie jest łatwa. Kiedyś ks. Jerzy Dzierżanowski po procesji prosił pana Teodora Bogdoła, żeby mógł podjechać koniem obok fury i na nią zejść, bo tak był obolały.

W tym roku w procesji jechał także pan burmistrz Walter Plank i kilku jego współpracowników. Oczywiście znalazła się dla nich piękna bryczka. Koni było już tylko jedenaście. Nie umiem wymienić imiennie wszystkich dotychczasowych uczestników jadących konno, czy powożących, za co bardzo przepraszam. Wśród jeźdźców były też dziewczęta. Była też młodzież ze szkoły jazdy konnej z Krupskiego Młyna. Dobrze by było, gdyby ktoś z uczestników spisał nazwiska. Mogłaby powstać piękna kronika Procesji Konnej. Wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób pomogli procesji, w imieniu Ks. Henryka i własnym - Bóg zapłać!

Ks. Bernard Kotula Zawadzkie, 26 maja 2000 Foto. Jan Miszczyk
Kielcza Zawadzkie Strzelce Opolskie Strzelec Opolski
1 Online « 44 Dziś « 63 736 Odwiedzin